• Wpisów:35
  • Średnio co: 57 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 19:18
  • Licznik odwiedzin:25 155 / 2055 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Chwilę potem Melissa otworzyła mi radośnie.
-Hej!- zaczęła- Dziś oddajesz zeszyty?
-Tak, jutro nie będzie mnie w szkole. – wytłumaczyłam- Proszę.
Oddałam jej reklamówkę z zeszytami i zmieniłam temat.
-Przyjaźnimy się, prawda?
-Tak. Oczywiście, że tak. –odpowiedziała
-No właśnie. Kiedy tylko nieliczne osoby znały moją historię, opowiedziałam ją również tobie. To dlaczego ty mi nie powiedziałaś, że twoja mama jest wdową? –szepnęłam
-Wejdź na chwilę… -odparła Melissa tonem pełnym goryczy
Poszłyśmy do jej sypialni. Usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Słyszałam, że cicho szlocha.
-Co się stało ?-spytałam- Nie chciałam cię urazić, naprawdę. Tylko chciałam wiedzieć, dlaczego to przede mną zataiłaś. Przecież ja powiedziałam ci wszystko. Dotknęło mnie trochę to, że moja przyjaciółka ukrywa przede mną taką wiadomość.
-Bałam się ci powiedzieć- szepnęła po chwili ciszy- Nie wiem dlaczego, ale się bałam. Może bałam się odrzucenia? Że jak wszyscy się dowiedzą to będę nową ofiarą Sieny. Nie chciałam tego, nie chciałam! A teraz mi przykro… Mogłam ci powiedzieć. Ale zrozum mnie, proszę. Tata nie żyje dopiero od roku. Te rany cały czas są takie świeże. Ja i mama nie możemy pogodzić się z jego śmiercią. Cały czas żyje w naszych sercach i trudno mi o tym mówić.
-Rozumiem, już dobrze.
W tym momencie cały żal o to, że mi nie powiedziała, minął. Współczułam jej. Naprawdę współczułam, wiedziałam jak to jest żyć bez ojca. Ona również miała ciężkie życie.
-Nie chowam do ciebie urazy. Jesteś mi bardzo bliska- powiedziałam – I możesz mówić mi o wszystkim.
-Dzięki, Rebecca. Jesteś najlepszą przyjaciółką.
Przytuliłam ją i przeprosiłam, gdyż robiło się już późno i musiałam wracać do domu dziecka. Odprowadziła mnie do trzech przecznic i pożegnałyśmy się. Wracając nuciłam sobie cicho jakąś kołysankę, którą kiedyś nucił mi mój tata. Miałam wtedy podajrze trzy lata, a cały czas ją pamiętam. Tak się cieszyłam, że w kocu moje życie stanie się zupełnie normalne.
Kwadrans po tym byłam już w domu dziecka. Wykąpałam się i zasnęłam jak suseł. Rano obudził mnie dzwonek małego turkusowego budzika z Kubusiem Puchatkiem. Szybko się ubrałam. Nie miałam czasu na zjedzenie śniadania, gdyż przed budynkiem czekało już na mnie auto. Po drodze przekąsiłam soczyste jabłko i zaraz byliśmy na planie. Nie mieliśmy do poprawienia wielu zdjęć, więc zeszło nam się dosyć krótko. Po południu z planu zdjęciowego odebrali mnie tata i Emma. Pojechaliśmy do restauracji na obiad.
  • awatar Coś tam ^^: czemu przestałaś? To było na prawde fajne..
  • awatar Coś tam ^^: jestem ciekawa co wymyślisz dalej... bo jak na razie wszystko jest miodowo..:D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-To świetnie, będziesz miała więcej wolnego czasu. Fajnie, że twój tata i jego żona cię adoptują. Nareszcie będziesz miała rodzinę!
-Wiem, też się bardzo cieszę. Nie mogę doczekać się soboty, wtedy już się przenoszę. Ale do domu dziecka będę przychodziła co dwa tygodnie, a poza tym będziemy mogły widywać się też prywatnie. Twój akademik jest niedaleko naszego osiedla, wiesz?- spytałam
-Wspaniale! Na pewno będę często do ciebie wpadać na herbatkę- poinformowała roześmiana
-Zapraszam- uśmiechnęłam się –Zawsze będziesz mile widziana.
-Dzięki.
-Nie ma sprawy. Pójdę przepisać te zeszyty. Dobrze, że już jest lato i zmrok zapada dosyć późno, więc zdążę odnieść Melissie lekcje zanim zrobi się naprawdę ciemno.
-Pójdę z tobą! – zaproponowała- Mieszkam dalej niż Melissa, ale do tego miejsca pójdę z tobą piechotą, a potem złapię taksówkę do akademika.
-Dobrze- zgodziłam się- Daj mi pół godzinki. Przepiszę to wszystko.
Pobiegłam do naszego pokoju i usiadłam przy biurku.
-Wiesz, że jutro się wyprowadzam?- spytała Sophie –Pani Margarett mnie dziś spakowała, a jutro w południe przyjadą po mnie moi nowi rodzice
-Kochana, tak się cieszę – odparłam z entuzjazmem- Ty będziesz miała nowy dom, ja też. To fantastyczne!
-Tak, wiem. A jak będziemy się spotykać?
-Ustaliłam z tatą, że będę przyjeżdżać do domu dziecka raz na dwa tygodnie, zawsze w sobotę. Może wtedy ty również będziesz tutaj przyjeżdżała, co? – zaproponowałam
-Pewnie. – ucieszyła się- To super, że będziemy się widywać.
Zgodziłam się z nią i zaczęłam przepisywać. Ku mojemu zdziwieniu nie było tego dużo i wyrobiłam się z tym szybciej niż myślałam. Zeszłam po Claire i razem wyszłyśmy z domu dziecka.
-Nie wiem, czy wiesz, ale Melissa, jak dziś była w domu dziecka, chyba ze dwie godziny bawiła się z dziećmi. Szczególnie z Elizabeth. – zaczęła Claire- Mówiła, że zakochała się w tej dziewczynce i chciałaby spędzać z nią więcej czasu.
-Tak, Melissa to naprawdę dobroduszny człowiek. I wiem, że pokochała Beth od razu. Ponoć chciała rodzinę, aby ją zaadoptowali. –przypomniałam sobie
-Wiem, o tym też wspomniała. Podobno w weekend ma zabrać swoją mamę i mają zobaczyć Elizabeth. Ponoć tata Melissy zmarł, kiedy była mała i chociaż chciała mieć rodzeństwo, nie mogła. Jej mama nie związała się z nikim po śmierci męża. Nie ma jak urodzić następne dziecko, pomimo, że chciałaby, aby jej jedyna córka miała jeszcze młodsze rodzeństwo.
-Naprawdę jej tata nie żyje? Nigdy mi o tym nie mówiła…- zdziwiłam się
-Nie? To przepraszam, może i ja nie powinnam była o tym wspominać. To prywatna sprawa tej dziewczyny…- speszyła się Claire
-Nie, skąd. Dobrze, że mi powiedziałaś. Odprowadzisz mnie tylko pod jej dom? Wybacz, ale chciałabym z nią potem porozmawiać sam na sam. – wyjaśniłam ciepło
-Rozumiem- odparła przyjaciółka pogodnie- Nie będę wam przeszkadzać.
Po paru minutach doszłyśmy już do domu Melissy. Zaczekałam, aż Claire złapie taksówkę. Pożegnałam się z nią i poszłam pod drzwi dużego błękitnego domu. Zapukałam nieśmiało.
 

 
Niestety zawieszam bloga na jakiś tydzień, ale na pewno równiutko za 7 dni będą dalsze części książki.
można pisać do mnie na mejla kasiix.15@gmail.com
pozdrawiam.
  • awatar szimiszimi ludziu :3: Kurczeeee a ja w środe wyjeżdżam ;c Ale biore ze.sobą tableta to będe czekać :*
  • awatar Gość: dlaczego :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
-To niesamowite! – zachwycałam się
Poczekaliśmy chwilę aż „mama” skończy pracę i odwieźli mnie do domu dziecka. Powiedzieli, że spotkamy się w środę po południu i pojedziemy na plażę. Bardzo się ucieszyłam na tę nowinę. Jutro mieli pozałatwiać resztę spraw z meblami i zacząć je trochę ustawiać w domu. Zaraz po apelu w piątek mieliśmy zabrać wszystkie moje rzeczy z domu dziecka i przenieść do domu. Wtedy spędziłabym tam, w domu dziecka ostatnią noc. Potem mieliśmy pojechać na spotkanie z moją biologiczną matką, żeby powiedzieć jej o tym, że chcę się z nią spotykać. Na końcu zaś Emma chce zabrać mnie na zakupy i kupić mi nieco nowych ubrań. Pieniądze które zarobiłam przy serialu zostały przelane na moje konto bankowe, jakie założył mi dziś tata. Wezmę je, gdy skończę osiemnaście lat, na razie zaś nikt z nas nie będzie ich używał ani potrzebował. Miałam zapełniony cały grafik na ostatni dzień szkoły.
We wtorek zaspałam na pierwszą lekcję, jaką była fizyka. Szybko się pozbierałam, spakowałam książki do torby od taty i Emmy i pobiegłam do szkoły.
Kiedy wbiegłam do klasy nauczyciel zmierzył mnie wzrokiem.
-Spóźniona- odrzekł szorstko i odznaczył spóźnienie w dzienniku – Coś często ci się to zdarza, panno Johnson.
-Tak, przepraszam. Zaspałam – usprawiedliwiłam się
-Należy kłaść się wcześniej spać, zaraz po dobranocce. –wtrąciła się Siena
-Na to wygląda – odparłam roześmiana
Siena zdezorientowała się. Nie sądziła, że zgodzę się z jej wredną opinią na mój temat. Ja jednak mam wystarczająco dystansu do siebie, żeby tak ją zamurować. Pewna siebie usiadłam do ławki. Spojrzałam pytająco na Melissę, ta zaś pokazała mi kciuk w górę. Uśmiechnęłam się i przepisałam z tablicy temat lekcji.
Przed dwoma ostatnimi lekcjami przyjechał menadżer producenta mojego serialu i mnie zwolnił, iż mieliśmy nakręcić ostatnią, finałową scenkę.
-Do jutra- pożegnałam się z Melissą i wsiadłam do dużego, czarnego auta stojącego na szkolnym parkingu. Pojechaliśmy nim na drugi koniec miasta, gdzie czekała już na nas reszta ekipy. Miranda dała mi szklankę wody, a wizażystki natychmiast się mną zajęły. Sprawnie nam poszło i skończyliśmy około godziny 18. Odwieziono mnie do domu dziecka.
-Cześć, Rebecca- przywitała się Claire – Po południu była tu Melissa. Zostawiła ci zeszyty do przepisania i powiedziała, że oddasz jej jutro w szkole.
-Dzięki – odparłam- Tyle że ja jutro nie idę do szkoły…- przypomniałam sobie – Robimy ostatnie już zdjęcia, musimy poprawić te, które nam nie wyszły… To będzie już ostatni dzień naszej pracy!
Claire wyraźnie się ucieszyła
  • awatar Darah: Całe opowiadanie naprawdę mnie wciągnęło. Czekam na następne części ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pod koniec dnia wspaniała para zawiozła mnie do domu dziecka. Przyszły tydzień był ostatnim tygodniem przed wakacjami, w piątek odbywało się zakończenie roku szkolnego. Następnego dnia tata, podczas gdy Emma będzie w nowej pracy moim mieście, miał odebrać mnie ze szkoły i opowiedzieć o wizycie w ośrodku.
Słonecznego poniedziałku obudziłam się dosyć wcześnie, cała w skowronkach. Claire była już w domu dziecka i nakrywała dla dzieci do stołu gdy zeszłam do stołówki.
-Hej, Rebecca- przywitała mnie- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że twój tata i jego żona cię adoptują.
-Dzięki. Ja też bardzo się cieszę.
-Podam ci swój numer, dobrze? W wolnej chwili zadzwoń do mnie, na pewno znajdę czas na spotkanie z tobą. – powiedziała miło
-Dziękuję, daj.
Zapisała mi na karteczce swój numer, a ja włożyłam go do szkolnego tornistra.
W szkole było bardzo niespokojnie. Cały czas ktoś pytał o sobotni program i o spotkanie z moim ojcem. Wiele osób nawet przepraszało mnie za swoje nieuprzejme zachowanie wobec mnie. Mówili, że nie mieli pojęcia o moim życiu.
Lekcje dłużyły się w nieskończoność. Na przewie przed ostatnią lekcją podbiegła do mnie Melissa:
-Oglądałam cię w telewizji! Zrobiłaś to. I spotkałaś się z ojcem! Jak było? Opowiadaj!
-Świetnie!- roześmiałam się – On i jego żona adoptują mnie. Dzisiaj byli w ośrodku adopcyjnym i tata ma odebrać mnie ze szkoły.
-Tak się cieszę! Ale nie będziesz zmieniać szkoły, prawda? – zasmuciła się
-Nie, skąd. Będę chodziła tutaj cały czas.
-Super. Gratuluję ci odwagi, Rebecca. No i oczywiście nowej rodziny. Życzę ci powodzenia w życiu- uśmiechnęła się serdecznie
-Dziękuję. I nawzajem, Melissa. – odparłam
Uściskałyśmy się, poczym Melissa ruszyła w stronę ubikacji. Wtedy obok mnie przechodziła Siena i uśmiechnęła się do mnie ciepło.
-Ładna bluzka- powiedziała miło – Gratuluję wszystkiego, dziewucho. Dobrze ci idzie. Oby tak dalej.
Zaśmiałam się. Naprawdę wszystko zaczyna się układać.
Po lekcjach tata, tak jak obiecał, czekał już na mnie pod szkołą. Wsiadłam do jego samochodu i przywitałam się z nim. Ruszyliśmy w stronę pracy Emmy.
- Skarbie, otwórz tą zieloną torbę. To prezent dla ciebie ode mnie i od Emmy. Wybraliśmy to dziś dla ciebie. – powiedział
Otworzyłam ekologiczną siatkę i ujrzałam w niej markową fioletową torbę.
-To torba do szkoły.- wyjaśnił- Wiemy, że masz taki pozdzierany plecak i postanowiliśmy ci to kupić. Podoba ci się?
-Oczywiście, że tak !- zapiszczałam
Uścisnęłam dłoń taty i położyłam torbę na tylne siedzenie samochodu.
-A powiedz, jak było w ośrodku? – zaczęłam
-Świetnie. Ale dowiesz się wszystkiego jak dojedziemy na miejsce. Ja i Emma chcemy ci to przekazać razem.
Po dziesięciu minutach dojechaliśmy. Wysiadłam z samochodu i pobiegłam do biura podróży, w którym pracowała Emma. Wstała i podeszła się przywitać.
-Rebecco, mamy dla ciebie dobrą wiadomość- zwróciła się do mnie- Byliśmy dziś w ośrodku i udało się! W sobotę wprowadzasz się do nas!
-Ojej!- wykrzyknęłam – Tak się cieszę. Spełniają się moje najskrytsze marzenia!
-My też się cieszymy. I naturalnie będziemy ci towarzyszyć na apelu z okazji końca roku szkolnego. Co więcej, mamy zamiar spędzić razem wakacje, we trójkę. – poinformował mnie tata
-Jestem w siódmym niebie!- odparłam- A mam jeszcze jedno pytanie… Czy będę mogła bywać czasem w domu dziecka? Jest tam tyle dzieci, które tak kocham.
-Jasne, że tak, kochana- zgodziła się Emma
-Dziękuję. Tak was kocham. Ciebie, Emmo, też. Czy mogę mówić ci „mamo”? – zapytałam niepewnie
-Och, skarbie! –rozpłakała się- Oczywiście, że możesz.
Zamyśliłam się na chwilę
-A jak mieszkanie? – przypomniałam sobie
Tata i Emma, przepraszam, mama, uśmiechnięci spojrzeli po sobie.
-To mieszkanie jest zaledwie cztery przecznice od domu dziecka. – zaczął tata- I spełnia wszystkie nasze wymagania
-Czy to znaczy, że mamy nowy dom?- ucieszyłam się
-Tak!- odpowiedziała mama- Już dzisiaj kupiliśmy potrzebne meble, jutro je przywiozą do nowego mieszkania. Również jutro dowiozą nasze stare meble z Las Vegas. Tamten dom udało nam się sprzedać za pokaźną sumkę. Dlatego stać nas było na nowe mieszkanie i wyposażenie do niego.
Byłam uradowana jak nigdy.
  • awatar I Love - Justin Bieber: świetny rozdział
  • awatar Smyk69: Dziękuję za zaproszenie, oczywiście dodam do obserwowanych żeby przeczytać całość w wolnej chwili. Pozdrawiam i zapraszam częściej :) :)
  • awatar I'm Lucky: świetny rozdział:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wieczorem byłam już w domu dziecka. Tata i jego partnerka odwieźli mnie pod same drzwi i tam miło się ze mną pożegnali. Weszłam do budynku i od razu skierowałam się w stronę naszego pokoju. Zastałam tam wszystkie dziewczynki.
-Ty też znalazłaś rodzinę!- wykrzyknęła Sophie radośnie- Tak się cieszę! Ale obiecaj, że będziemy się spotykać. Obiecaj!
-Obiecuję, oczywiście, Sophie. Na pewno będziemy się spotykać. – odpowiedziałam zadowolona
-A mówiłaś, że nigdy nas nie zostawisz. Teraz chcesz zostawić dom dziecka. I nas. Bo ciebie adoptują. A z nami co? – wtrąciła się niemiło Brenda
-Przestań. Kiedy mówiłam, że was nie zostawię, chodziło mi o to, że nigdy o was nie zapomnę i nigdy nie urwie mi się z żadną z was kontakt. Kocham was wszystkie i nie mogłabym o was tak nagle, z dnia na dzień zapomnieć. Na pewno będę częstym gościem w domu dziecka, przyrzekam. – uspokoiłam ją
-To dobrze, że będziesz tu przychodzić. Nie zrozum mnie źle, nie chcę cię ograniczać. – powiedziała Brenda już ciepło- Ale zwyczajnie się do ciebie przywiązałyśmy. A jeśli ty będziesz szczęśliwa, to my też. Trafił ci się los na loterii, naprawdę trzymamy za ciebie kciuki. Ale jestem bardzo, bardzo szczęśliwa, że będziesz nas odwiedzać. – przytuliła się do mnie
-Ja tes. Kosiam cię, Lebeka. – Elizabeth także wtuliła się we mnie
Te dziewczynki z całego domu dziecka lubiłam najbardziej. Tak bardzo chciałam zapewnić dom i rodzinę także Elizabeth i Brendzie. Oczywiście, takiej szansy życzyłam wszystkim dzieciom z całego świata nie mającym rodziny. Ale tym dziewczynkom sama chciałam pomóc i postanowiłam, że wezmę się za to i znajdę im nowy dom.
-Ja też was kocham. – orzekłam
Po chwili zostałyśmy zawołane na kolację i zwinnie zeszłyśmy do stołówki. Po kolacji umyłyśmy się i położyłyśmy spać. Długo w nocy nie mogłam zasnąć, biłam się z myślami. Nie wiedziałam, czy spotykać się z moją mamą, czy też nie.
W końcu doszłam do wniosku, że tak. Będę się z nią spotykać, ale nie bardzo często. Pomyślałam, że raz na dwa miesiące. Następnego dnia mieli odwiedzić mnie tata i Emma i wtedy powiem im o mojej decyzji.
Obudziłam się około godziny dziewiątej. Naprawdę długo pospałam. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i razem z dziećmi i opiekunkami poszliśmy do kościoła. W samo południ, tak jak , obiecali, przyjechali tata i Emma. Oboje mnie mocno przytulili i zabrali na spacer i pizzę. Dużo rozmawialiśmy a kiedy tata spytał co postanowiłam odpowiedziałam z dumą:
-Będę spotykać się z mamą raz na dwa miesiące. Mam nadzieję, że będzie mogła do mnie przyjeżdżać , tu , do BeverlyHills.
-Nie wątpię, na pewno będzie przyjeżdżać. – uśmiechnęła się Emma
-Ale mu będziemy mieszkać tutaj, prawda?- spytałam niepewnie
-Tak, skarbie. Przeprowadzimy się do Nowego Jorku. Jutro zaraz po wizycie w ośrodku adopcyjnym idziemy obejrzeć mieszkanie, które chcemy kupić. To skromne trzypokojowe mieszkanko z bloku, ale jest ponoć bardzo przytulne. Jeśli nam się spodoba, bierzemy je od razu. W końcu przy dobrych układach jeszcze z tydzień i będziesz z nami! – odrzekł tata
-Jestem taka szczęśliwa z tego powodu- dodała Emma- Wiem, że nie zastąpię ci mamy, ale mam nadzieję, że chociaż trochę stanę się dla ciebie matką, kochanie.
-Oczywiście, że tak! Od początku tak panią polubiłam.
-Proszę, mów mi Emma, słońce.
-Dobrze, …. Emmo. – zawstydziłam się
 

 
następna część opowiadanie jutro po południu
 

 
-Tato. Ach, tato. Tak się cieszę, że cię widzę- rozpłakałam się
-Ja też, skarbie. Tyle się nie widzieliśmy! – odpowiedział tata. Jemu też łzy płynęły po policzkach, mamie zresztą tak samo
-Jak to się stało? Skąd wiedziałeś, że tu jestem? – dopytywałam się
-Zaraz wszystko ci opowiemy- tata uwolnił się z mojego uścisku i przedstawił mi swoją nową żonę- To Emma, moja nowa życiowa partnerka.
Emma uścisnęła moją dłoń i przywitała się ciepło. Wyglądała naprawdę bardzo sympatycznie. Jej jasne, sięgające do ramion włosy, upięte były w zgrabny kucyk. Miała na sobie ciemnozieloną wiosenną sukienkę. Uśmiechnięta odrzekła:
-Miło cię w końcu poznać, Rebecca. Garry tak wiele mi o tobie opowiadał. Od razu widać, że świetna z ciebie dziewczyna.
-Dziękuję. Po Pani za to można poznać, że jest pani bardzo przyjazna. Nie dziwne, że tata się z panią ożenił.
-Dzięki. – roześmiała się- Może powiem ci w końcu, jak to było. Skakałam po kanałach w poszukiwaniu jakiegoś ciekawego filmu i natrafiłam na program Arletty. No i przeczytałam napis u dołu ekranu, kto występuje w dzisiejszej audycji. Garry wiele razy mówił mi o tobie, więc znałam twoje imię i nazwisko bardzo dobrze. I wtedy zawołałam twojego tatę krzycząc, że chyba jego córka jest właśnie w telewizji. Nawet nie wiesz, jak się ucieszył, kiedy cię zobaczył. Był zachwycony i natychmiast zadzwonił do studia. Myślał, tylko o tym, żeby się z tobą spotkać, kochana.
-A to prawda, że wy mnie szukaliście i chcieliście adoptować?
-Tak, prawda- zaczął tata- Jak dowiedzieliśmy się, że Arletta oddała cię do domu dziecka, my chcieliśmy zapewnić ci rodzinę, zwłaszcza, że sami nie mogliśmy mieć dzieci. Nie chcieliśmy adoptować nikogo innego. Szukaliśmy cię cały czas. I teraz nam się to udało. Chyba zdajesz sobie sprawę, że cały czas chcemy stworzyć z tobą szczęśliwą rodzinę, córciu.
-Ach! –pisnęłam
Tak bardzo się cieszyłam. Taka sytuacja nie zdarzyła się nawet w moich najśmielszych snach. Nie śmiałam marzyć nawet o czymś podobnym. A to wydarzyło się naprawdę. Byliśmy w Nowym Jorku. Powiedziałam mamie, że jestem jej córką, a ta mnie za wszystko przeprosiła. Spotkałam się z tatą. I wreszcie będę miała prawdziwą rodzinę. To spełnienie moich marzeń. Całą trójką chodziliśmy po alejach Nowego Jorku i długo rozmawialiśmy. Claire pojechała już do BeverlyHills razem z reżyserem „Walki Pokoleń”, ja zaś do domu dziecka miałam i wracać wieczorem. Tata i Pani Emma obiecali mnie podwieźć. Powiedzieli, że w poniedziałek pójdą do ośrodka adopcyjnego. Tak bardzo się cieszyłam, że będę miała rodzinę.
-Skarbie, będziesz chciała utrzymywać jakiś kontakt z biologiczną matką?- spytał nieoczekiwanie tata
-Nie. Ona mnie nie dopuszczała do kontaktów z tobą, tato. Dlaczego ja miałabym kontaktować się z nią? – żachnęłam się
-Tak, to prawda. Ale wiedz, że jej bardzo na tobie zależy. I ty też w głębi duszy na pewno ją kochasz. Więc zastanów się nad tym. W końcu wybaczyłaś jej wszystkie błędy. Czy nie miło byłoby się z nią od czasu do czasu spotkać? Przemyśl to. – poprosił
-Twój tata ma rację, Rebecco. Powinnaś dać mamie jeszcze jedną szansę i pogodzić się z nią na dobre. To co, że jej wybaczyłaś, ale jej naprawdę zależy na kontakcie z tobą. Teraz, jak cię znowu potkała po minionych latach, uczucie w niej na pewno odżyło i dlatego tak cię przepraszała w studio. – dodała Emma
-Dobrze, zastanowię się nad tym- odparłam szczerze
Rzeczywiście, tata i Pani Emma uświadomili mi, że nie ma co chować urazy do biologicznej matki. Będę miała swoją prawdziwą rodzinę, ale z nią też mogę się czasem umówić czy porozmawiać. Postanowiłam przemyśleć to wszystko w domu dziecka. Teraz chciałam cieszyć się miło spędzanym czasem z przyszłą rodziną.
 

 
Rozpłakałam się. Publiczność zaczęła bić brawo, co poniektórzy nawet wstali.
-Miałam przeprowadzać wywiad ze wschodzącą gwiazdą, a spotkałam moją biologiczną córkę… - rzekła mama
-Tak. To zdecydowanie wyjątkowy dzień.- odparłam szczerze
-Rebecco, co czujesz na myśl o spotkaniu z tak dawno nie widzianym ojcem?- mama powróciła do tonu dziennikarki
-Tak się cieszę. Nawet nie potrafię wyrazić tego słowami. Nie spodziewałam się takiego przebiegu dnia. Ale to zdecydowanie najlepsze, co mogło mnie spotkać.
-Jak będzie dalej z twoją karierą aktorki?
-W przyszłym tygodniu kręcimy ostatnie już scenki do pierwszej serii „Walki pokoleń”. Ale to już siódma edycja tego serialu i po pierwszej serii nie będzie nic dalej, serial zostaje zdjęty a zamiast niego wchodzi jakiś nowy, nie wiem nawet jaki. Ja odpuszczam sobie karierę aktorki. Chcę zająć się nauką, przyjaciółmi i zamierzam poznać mojego tatę. Na jakieś pojedyncze programy lub wywiady również nie będę się zgadzać. Moja sława była ulotna, zaczęła się nagle i skończy się tak samo szybko. Chcę teraz skupić się na innych rzeczach, ważniejszych. W przyszłości chciałabym być lekarzem, więc muszę bardzo dobrze się uczyć, ażeby to osiągnąć. Nie chcę minąć się z powołaniem, więc zbędne byłoby zajmowanie się aktorstwem czy jakąkolwiek karierą. Traktuję moją grę w tym serialu jako świetne doświadczenie, ale jednorazowe. Poznałam świetnych ludzi, przekonałam się jak jestem postrzegana przez innych i znalazłam przyjaciół. Cieszę się, że mogłam wziąć w tym wszystkim udział.
-Jesteś piękną, młodą kobietą, Becky. Mam nadzieję, że ułoży ci się w życiu jak najlepiej i że nie masz do mnie o nic żalu. – wyznała mama
-Nie mam. Nie miałabym serca chować do ciebie urazy. Jakby nie było jesteś moją mamą i niezależnie od wszystkiego całe życie będziesz w moim sercu i będę darzyć cię ogromnym uczuciem. Tak samo nigdy nie zapomnę o dzieciach oraz opiekunkach z domu dziecka, jak również właścicielach naszego domu. To ci ludzie zapewnili mi ciepłe, domowe ognisko i to z nimi poczułam, jak to jest być kochanym. Bardzo bliska mi dziewczynka z domu dziecka, którą traktowałam jak siostrę, dostała szansę zbudowania szczęśliwej, kochającej się rodziny z ludźmi, którzy chcą ją adoptować za trzy dni. Sophie, chcę żebyś była szczęśliwa i życzę ci powodzenia z całego serca. Tak samo życzę wszystkim adoptowanym dzieciom. Tym zaś, którzy są w domach dziecka, życzę właśnie takiej szansy na stworzenie rodziny i tego, aby wiedzieli, że zawsze coś dla nas znaczą. Wszystkie dzieci które znają smak mieszkania w domu dziecka są w moim sercu i czuję do nich ogromną sympatię. Rozumiem was i życzę wam jak najlepiej.
-Dziękujemy, Rebecco, za te wszystkie ciepłe słowa. Dziękuję w imieniu moim, że mi wybaczyłaś, jak również w imieniu dzieci adoptowanych i będących w domu dziecka, za miłe słowa otuchy. No i dziękuję także w imieniu wszystkich innych osób. Uświadomiłaś im, jak to jest pochodzić z rozbitej rodziny i jak to jest mieszkać w domu dziecka. Jak również dałaś im porządną lekcję życia, teraz na pewno znają już najważniejsze w życiu wartości. Nie wiedziałam, że tak potoczy się dla mnie dzisiejszy dzień. Ale nie żałuję tego. Dziękujemy za udaną audycję. Do zobaczenia za tydzień, kiedy spotkamy się z całą ekipą grającą w nowej świetnej bajce dla dzieci. Papa.- mama pomachała do kamery, poczym uściskała mnie i zaprowadziła przed studio, gdzie czekał już na mnie tata.
Claire stanęła obok mamy, a ja pobiegłam w objęcia ojca.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
następna część dziś wieczorkiem lub jutro rano, w między czasie zapraszam na mojego bloga http://directionmood.blogspot.com/
Kocham
  • awatar Damian ;3: http://damianszkudlatek.blogspot.com/ to mój blog jak chcesz to zobacz ; ]
  • awatar Damian ;3: super<3 i ten blog też masz super tu i tu dodałem do obserwowanych ;p
  • awatar Gość: dodaje do obserwowanych i liczę na rewanż :):*.Lubiee twój bloog ! Zapraszam do siebie <33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-R…Re…Rebecca? To ty? To ty jesteś moją córką?- odezwała się w końcu.
-Tak mamo, to ja. Miło cię znowu widzieć…- odparłam spazmatycznie
-Dziewczyno, jak ty wyrosłaś- rozpłakała się
-Dlaczego płaczesz?
-Jak… Jak tak o tym wszystkim opowiadałaś, zrozumiałam co ci zrobiłam. Ja poukładałam sobie życie na nowo. Mam męża, trzy miesiące temu urodził mi się nawet synek, Thomas. A ty przez ten cały czas byłaś w domu dziecka i miałaś do mnie żal o to, jak postąpiłam. Zrozum też mnie, szukałam sławy, byłam nieco zdesperowana. Nie byłam jeszcze gotowa na macierzyństwo. Rok po oddaniu cię zaczęłam tęsknić i żałować, że cię oddałam. Ale nie wiedziałam nawet, w którym domu dziecka jesteś. Poznałam wtedy Thaddeusa i pokochałam go na nowo. Ożeniliśmy się i zapragnęliśmy mieć dziecko, i mamy. Pomyślałam, że już i tak nie chciałabyś ponownie być moją córką. A nawet byłam pewna , że ktoś adoptował takie dobre dziecko. Ale Thad tłumaczył mi, że to mało prawdopodobne, bo ludzie chcą małe dzieci, żeby móc je po swojemu wychować. Tak mi przykro, córeczko. Naprawdę cię kocham, przecież cię urodziłam. Nie wiesz nawet, jak ja się teraz czuję. Czy… Czy ty mi to wybaczysz? – szlochała
Claire weszła wtedy do nas i mocno mnie uściskała. Do ucha szepnęła mi „nie rozpamiętuj” i usiadła obok mnie.
-Oczywiście, że wybaczę. Ale gdybym ponownie wkroczyła w twoje życie, mogłabym ci je zepsuć, mamo. Chcę za to, żebyś powiedziała mi coś o ojcu. Chcę wiedzieć wreszcie cokolwiek.
-Córeczko, muszę ci coś wyznać. Twój tata bardzo mnie zranił, kiedy od nas odszedł. Jeszcze żaden mężczyzna nie złamał mi tak serca. Potem cały czas próbował się z tobą skontaktować, ale ja temu zapobiegałam i tak wyszło, że tyle lat z nim nie zamieniłaś ani słowa. Do tej pory wydzwania po domach dziecka i o ciebie pyta, ale nie dawałam mu żadnych namiarów, iż sama nie wiedziałam w którym ośrodku dokładnie się znajdujesz. Przepraszam cię za to. Kiedy dowiedział się, że ja również cię oddałam, nazwał mnie najgorszą matką na świecie i już nie kontaktował się ze mną, pytając o ciebie, bo wiedział, że nie ma czego szukać. On też teraz znalazł sobie partnerkę, ale ona niestety nie może mieć dzieci. Chcieli adoptować ciebie, skarbie. I cały czas cię szukają, gdyż innego dziecka nie chcą. Przepraszam cię naprawdę za wszystko. Jeszcze raz proszę, wybacz mi. Nigdy o tobie nie zapomniałam. Nie wiem dlaczego cię nie poznałam. W głębi duszy zdawałam sobie sprawę z tego, że możesz być moją córką, ale nie dopuszczałam tej myśli do siebie. Tak mi przykro… Pomogę ci znaleźć tatę. I jeśli nie masz nic przeciwko, ja też bym chciała utrzymywać z tobą jako taki kontakt.
-Oczywiście. Nie miałaby serca ci nie wybaczyć, bo jesteś moją biologiczną matką. Ale zrobiłaś mi okropne świństwo, nie dopuszczając do moich kontaktów z tatą. Nie wiedziałam, że stać cię na coś takiego. Nie będziemy mogły się spotykać… Nigdy nie potrafiłam wybaczyć ci tego, że potraktowałaś mnie jak przedmiot i nie mogłabym się z tobą tak po prostu widywać, mamo.
-Rozumiem- rozpłakała się
Wtedy rozdzwonił się telefon do studia. Mama odebrała go szybko:
-Studio Arletty Jordan. Słucham?
-Arletta?- odezwał się męski głos- Niech Rebecca będzie przed twoim studiem po programie. Przyjadę najszybciej jak się da.
-Garry? – ale rozmówca już się rozłączył –Rebecco, dzwonił twój ojciec. Po programie masz być pod moim studiem!- ucieszyła się
-Naprawdę?- spytałam zdziwiona
Oczy o mało co nie wyszły mi z orbit. Dzisiaj miałam spotkać się z moim tatą, którego nie widziałam przez jedenaście lat.
-Naprawdę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 

...

następna część opowiadania dopiero w poniedziałek, komunie, sami rozumiecie..
Miłej niedzieli
 

 
Wtedy mężczyzna zajmujący się oświetleniem powiedział do mnie „wchodzisz” a ja powoli weszłam na scenę i nieśmiało pomachałam do widowni. Tyle osób na mnie patrzyło. Poczułam, że oblewa mnie rumieniec.
-Siadaj, Rebecco- powiedziała mama, po czym usiadłam na wygodnej kanapie-Witamy cię. Fajnie, że możesz tu dziś z nami być i wystąpić dla tak wielu ludzi. To twój pierwszy taki program na żywo. Jak się czujesz?
Reżyser powiedział mi, że takie pytanie może się pojawić, więc miałam już przygotowaną nań odpowiedź.
-Tak się cieszę, że mnie tu zaprosiłaś, Arletto. Naprawdę nie wyobrażałam sobie, że zajdę tak daleko. Prawda, to mój pierwszy występ na żywo i trochę się tremuję. Ale kiedy tak patrzę na te wszystkie uśmiechnięte twarze cały stres znika. Chcę podzielić się z wami moim doświadczeniem i odpowiedzieć szczerze na wszystkie pytania.
-To dobrze, bo wszyscy szukają odpowiedzi na takie jedno pytanie. A mianowicie co natchnęło najzwyczajniejszą w świecie nastolatkę, taką jak ty, do wzięcia udziału w castingu do tak wysokobudżetowej produkcji?
-Cóż…- zaczęłam ostrożnie. Miałam ochotę odpowiedzieć po prostu „Chciałam znowu spotkać moją biologiczną matkę i zobaczyć, jak zareaguje na to, że jej córka nie jest wcale taka nieudaczna jak jej się wydawało.” – Chciałam spróbować swoich sił. Kiedyś co nieco interesowałam się aktorstwem, ktoś bardzo mi bliski również. Chodzi mi o członka rodziny, naturalnie… Kiedy dowiedziałam się o tym przesłuchania przeszła mi taka myśl, żeby spróbować. Opowiedziałam o tym koleżance. Pamiętam, że kiedy się zawahałam, powiedziała „Co ci szkodzi” i to dodało mi otuchy. Wtedy zaprzyjaźniłyśmy się na dobre. Cieszę się, że wzięłam udział w tym przedsięwzięciu, bo dzięki temu znalazłam prawdziwych przyjaciół i odzyskałam wiarę w siebie. Każdemu tego życzę i podpowiem, że warto walczyć o swoje marzenia i spełniać je. Bo wszystko jest możliwe, trzeba tylko tego bardzo chcieć. Dziewczyny, jeśli lubicie pobawić się w aktorstwo i dowiecie się o jakimś castingu, nie zwlekajcie tylko na niego idźcie. No bo w końcu, co wam szkodzi- roześmiałam się.
-A czy od razu szłaś tam z przekonaniem, że uda ci się to wygrać?- zapytała mama badawczo
-Skąd. Nie miałam nawet odrobiny nadziei, że to wygram i dostanę tę rolę. Po prostu chciałam się trochę zabawić, coś w życiu przeżyć. A to, że zagrałam Alexis była naprawdę świetną przygodą.
-To świetnie, jeszcze raz gratuluję ci serialu. Powiedz, jak twoja rodzina zareagowała na to, że ich córka wchodzi w świat show-biznesu?
Pomyślałam, że to dobry moment, aby jej to powiedzieć. Na wizji. Spojrzałam w stronę Claire pytająco, a ta tylko skinęła głową na tak.
-Nie mam rodziny. Od jakichś trzech lat mieszkam w domu dziecka. Kiedyś miałam rodziców. Mamę, tatę… Ale mama zajmowała się tylko pracą i nie miała dla nas czasu. Tata miał już tego serdecznie dosyć, nie ożenił się z nią po to, aby w ogóle z nią nie przebywać. Odszedł od nas kiedy miałam 4 lata. Po jakimś czasie mama też uznała, że jestem tylko zbędnym bagażem w jej drodze do kariery i gdy miałam 12 lat oddała mnie do domu dziecka. Opiekowała się mną niespełna 8 lat. Szkoda, że tak późno zorientowała się, że nie jestem jej potrzebna, gdyż przez te wszystkie lata naprawdę zdążyłam się do niej przywiązać. Tak nagle mnie zostawiając nieświadomie wyrządziła mi jeszcze większą krzywdę, niż gdyby oddała mnie lata wcześniej. Od czasu, kiedy tata pożegnał się ze mną i odszedł od nas nie kontaktowałam się z nim. Mama mi na to nie zezwalała, a w domu dziecka nie miałam jak, iż nic o nim nie wiedziałam. Znam tylko jego imię- Garry. Wiem też, że nie mieszka już w BeverlyHills, ale w Las Vegas. Tyle że tam jest tylu Garry’ch, że nawet gdybym chciała, nie odszukałabym go. Ale pani wie o tym wszystkim najlepiej, prawda pani Arletto Jordan? A może raczej, mamo? – spytałam wrogo
Ta zaś znieruchomiała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
W piątek wieczorem jeden z reżyserów mojego serialu przyjechał po mnie i po Claire wielką, czarną limuzyną i to nią mieliśmy pojechać do hotelu. Na miejsce dotarliśmy późno w nocy, więc marzyłam tylko o śnie. Hotel wywarł na nas naprawdę ogromne wrażenie. Nigdy nie gościłam nawet u nikogo w domu, a co dopiero w pięciogwiazdkowym hotelu. Każdy miał oddzielny pokój. Kiedy weszłam do mojego apartamentu zaparło mi dech w piersiach. Pomieszczenie było olbrzymie i bardzo wysokie. Na środku głównego pokoju stało bardzo duże łóżko, okryte ciepłą bawełnianą pościelą jakiejś znanej firmy. Na lewo od łóżka było wejście do tak samo dużej łazienki z okrągłą marmurową wanną po środku, muszlą klozetową na złotym podwyższeniu i śnieżno białą umywalką w samym rogu. W sypialni znajdował się też duży prostokątny stół z wyszywanym obrusem. Na ścianach widniały obrazy najsłynniejszych amerykańskich malarzy. W rogu był mały stoliczek z telefonem, z którego dzwoniło się do hotelowego bufetu. Na tarasie mojego apartamentu było wielkie, srebrno-czarne jacuzzi. Byłam wręcz wniebowzięta. Jednakże nie miałam siły na cieszenie się z fantastycznego pokoju, wzięłam szybki prysznic i natychmiast położyłam się spać.
Kiedy nadeszła sobota nie byłam gotowa na ponowne spotkanie z tą, szczerze powiedziawszy zupełnie obcą mi kobietą. To co, że przeżyłam z nią tak wiele lat. Ale tak mało czasu spędziłyśmy razem. Ja tak jakby byłam jej dodatkiem, ale po jakimś czasie już wyszłam z mody i musiała się mnie pozbyć. Claire przyszła do mojego pokoju w samo południe z ubraniem, jaki miałam włożyć na występ. Były to jasne dżinsowe spodnie i słoneczny top. Słynęłam z tego, że nie przywiązywałam wielkiej wagi do ubioru. W końcu nigdy nie znałam się na modzie i nie potrafiłam dobierać sobie odpowiednio ciuchów. Miałam nowo zakupione czarne balerinki w szafie, więc założyłam je i razem z przyjaciółką wyszłam przed hotel. Czekała już tam na nas biała limuzyna, nieco mniejsza od tej, którą jechaliśmy wczoraj. Ta wczorajsza rzeczywiście była bajeczna. W środku znajdowały się dwie kanapy, które pomieściłyby ze dwadzieścia osób, a oprócz tego był też automat z napojami i mini barek. Ta, którą jechaliśmy dzisiaj, była równie wspaniała, tyle że w jej wyposażeniu znajdowało się także jacuzzi.
W drodze przekąsiłam omlet, który zaserwowano mi z barku. W studiu zaś wizażystka wzięła się za mnie i zrobiła mi w miarę naturalny makijaż, pasujący do mojego stroju. Fryzjer szybko upiął mi włosy w wysoki koński ogon i rozkazano mi natychmiast schować się za kulisy, iż zaraz będę wchodzić. Claire stała po drugiej stronie sceny, tak, aby mogła mnie obserwować. Słyszałam, jak mama zapowiada na wizji:
-Dzisiaj poznamy jedną z najsławniejszych dziewczyn tego roku. Dziewczyn, które zupełnie niczym nie różnią się od pozostałych, przynajmniej na pierwszy rzut oka, a potem stają się gwiazdą. Tak z dnia na dzień. Ale aktorstwo to też ciężki kawałek chleba. Dziś porozmawiamy i wypytamy o całą jej drogę do sławy młodą, piętnastoletnią szatynkę… Rebeccę Johnson! Zapraszamy cię do nas, Rebecco…
 

 
Widziałam, że całą przerwę przed ostatnią lekcją jaką miała być matematyka, Siena spędziła z innym chłopakiem z przeciwnej klasy o obcym mi imieniu. Był wyższy od Josha i miał jaśniejsze włosy. Rozmawiałam o tym z Melissą i stwierdziłyśmy, że to jakaś kolejna intryga Sieny i że chce wzbudzić zazdrość w byłym chłopaku. Byłyśmy zadowolone, że my nie mamy takich problemów. Co prawda Melissa była naprawdę ładną, ciemnowłosą dziewczyną, ale podobnie jak mnie nie interesowali jej jeszcze chłopcy.
Kiedy wróciłam do domu Claire już tam była i układała małą Lucy do spania. Lucy miała cztery latka i w ciągu dnia po południu zawsze kładziono ją spać. Mała szybko zasnęła i Claire podeszła do mnie.
-Hej, jak zdjęcia? – zaczęła
-Dobrze. Zdążyłam nawet do szkoły na dwie ostatnie lekcje. Jest Sophie?
-Nie ma. Przyszli ci państwo, którzy chcą ją adoptować w przyszłym tygodniu i zabrali ją do parku rozrywki. Będą dla niej naprawdę dobrą rodziną. A Sophie bardzo się ucieszyła na dzisiejszy wypad z nimi, bo nigdy wcześniej nie miała takich atrakcji. Ale przed wyjściem kazała cię od niej mocno ucałować. Ona cię bardzo kocha, wiesz? Nie martw się tym, że odchodzi z domu dziecka. Na pewno będziesz mogła ją widywać. – pocieszała Claire
-Dzięki. Ale nie wiem, czy ona będzie wtedy znajdowała dla mnie czas…- burknęłam, poczym poszłam odrobić lekcje.
Następne parę dni minęły mi spokojnie i wyglądały prawie tak samo: rano pobudka, małe śniadanko, zdjęcia, kręcenie jakiejś scenki, spotkanie z Melissą i przepisywanie lekcji, krótka rozmowa z Claire, kolacja. Jakoś nie znalazłam czasu, aby normalnie porozmawiać z Claire. W te dni nasza rozmowa ograniczała się do :
-Cześć
-Hej.
-Jak tam?
-Dobrze, zdjęcia wyszły w porządku.
-A ujęcia?
-Też fajnie.
-Cieszę się.
-Dziękuję.
Nie udało nam się porozmawiać nawet o sobotnim programie mojej matki, w którym jakby nie było miałam wystąpić.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Pokręciłam się trochę na łóżku, ale nie mogłam usnąć ze świadomością, że na dole odbywa się właśnie rozmowa adopcyjna. Zeszłam po cichu po schodach i stanęłam przy drzwiach. Ledwo ale słyszałam słowa Sophie.
-Jestem w domu dziecka bo moja mama nie chciała mnie. Po moich narodzinach zostawiła mnie w szpitalu, nawet nie chciała mnie oglądać. I wylądowałam tutaj.
-To przykre.- zaczął jakiś nieznajomy kobiecy głos
Zajrzałam przez szybkę. Udało mi się zobaczyć rozmazaną szczupłą kobiecą sylwetkę. Pani była w średnim wieku i o łagodnych rysach twarzy. Jej mąż zaś był przy kości i siedział cały czas uśmiechnięty. Odsunęłam się nieco od drzwi, ażeby nikt mnie nie zauważył i podsłuchiwałam dalej:
-Chcemy ci zapewnić odpowiednią opiekę i ciepłe, domowe ognisko. Nasza córka ma pięć lat. Na imię jej Isabelle. Nie ukrywam, że na początku chcieliśmy z mężem młodsze dziecko niż ty, ale od razu poczuliśmy do ciebie naprawdę silne uczucie, kochana Sophie- kończyła kobieta
-Byłoby ci z nami bardzo dobrze.-
Nie słyszałam, co było dalej, iż zapłakana wróciłam do swojego pokoju. Po trzech godzinach przyszła też do niego Sophie.
-Państwo Garshen zabrali mnie do swojego domu, żeby pokazać mi, jak będę mieszkała. Sąd już wyraził na to zgodę i za tydzień nie będzie mnie już w domu dziecka. – powiedziała dziewczynka
Starałam się tego nie robić, lecz łzy były silniejsze i ponownie się rozpłakałam, tym razem na jej oczach.
-Rebecca, wiesz, że cię kocham. Będziemy się spotykać. Nie zostawię cię tak po prostu. Nie mogłabym tak postąpić.- uspokajała mnie
-Oh, skarbie. Nie myśl sobie, że ja nie chcę, żebyś znalazła rodzinę. Cieszę się razem z tobą. Trochę mi smutno, że wyjedziesz. W końcu tak długo się już znamy i tak bardzo lubimy. Ale naprawdę trzymam za ciebie kciuki i chcę, aby było ci tam dobrze. – powiedziałam szczerze
-Dziękuję ci.
Rozmowę przerwał nam dzwoniący telefon stacjonarny. Jedna z naszych opiekunek, Anna, zawołała mnie mówiąc, że to do mnie. Zeszłam do słuchawki.
-Słucham? Tu Rebecca. – odparłam, lekko szlochając.
-Rebecca, tu pani Roberts – dzwoniła właścicielka domu dziecka- Na mojego mejla przyszła wiadomość do ciebie. Niejaka pani Jordan prosi w nim, abym przekazała ci jakieś tematy, dodając, że ty będziesz wiedziała, o co chodzi. No więc temat główny: twoja droga do sławy. Tematy poboczne: przyjaciele, moda, telewizja. I to by było na tyle.
-Dziękuję pani. Do widzenia!
Rozłączyłam się i wróciłam do naszego pokoju. Następnego dnia miałam nie iść do szkoły, ale od razu iść do parku, bo tam będziemy robić zdjęcia plenerowe do ostatnich odcinków pierwszej serii „Walki pokoleń”.
Nazajutrz z rana ubrałam się zwinnie. Nie mogłam nic przełknąć, więc od razu ruszyłam wąską aleją w stronę parku. Tam zastałam już całą ekipę z obsadą. Wizażystka wraz ze stylistą podbiegli do mnie i zaczęli robić mi makijaż. Niska kobieta o dużych zielonych oczach zajmująca się kostiumami przyniosła mój mundurek, w którym miałam wystąpić na tych zdjęciach. Szybko odbyliśmy całą sesję i zdążyłam jeszcze na dwie ostatnie lekcje do szkoły. Podrzucił mnie menadżer pulchnego reżysera.
Zarumieniona wbiegłam na biologię i grzecznie przeprosiłam za spóźnienie.
-Byłam dziś zwolniona z lekcji z całego dnia…- wyjaśniłam – Ale wcześnie skończyliśmy zdjęcia i mogłam jeszcze przyjść na końcowe lekcje do szkoły. Pomyślałam, że to zawsze będzie mniej zaległości.
-Dobrze – zgrabna nauczycielka o garbatym nosie odchrząknęła- Ale nie wyobrażaj sobie za wiele, dziewczyno. Przyszłaś, dobrze. Ale konsekwencje za spóźnienie płacisz tak czy siak. Masz takie same obowiązki jak inni uczniowie tudzież nie interesują mnie twoje zdjęcia. Masz obecność w dzienniku, jednakże spóźnienie również wpisałam.
-Oczywiście, rozumiem…-bąknęłam cicho, gdyż uważałam to za niesprawiedliwość.
Wyjęłam podręcznik i rozejrzałam się po klasie, aby zorientować się, o czym jest lekcja. Zauważyłam, że torba Sieny leży przy jej ławce, lecz jej samej tam nie ma. Podałam Melissie karteczkę z napisem „Gdzie Siena?”. Jej odpowiedź brzmiała „Wyszła do łazienki… Już z dziesięć minut jej nie ma”. W tym momencie do klasy weszła Siena z szerokim uśmiechem na ustach, podkładem na twarzy i markowym tuszem na rzęsach. Ubrana była w legginsy w lamparcie cętki i szary top bez ramiączek. Można było przyuważyć, że już pozbierała się po złamanym sercu. Od razu zorientowałam się, że tyle czasu w łazience zajęło jej poprawianie makijażu. Melissa również to zauważyła, iż kiedy odwróciłam się w jej stronę pokazała na Sienę i ruchem ust powiedziała „make-up”.
 

 
-Teraz chyba wszystkie dni w moim życiu są zakręcone- roześmiałam się
Z Claire można porozmawiać o wszystkim i zawsze ma się dobry humor. Wcześniej nie dostrzegłam, ze jest idealnym materiałem na przyjaciółkę. Ale lepiej późno niż wcale. Dobrze, że ją poznałam. Wiem, że zawsze mogę na nią liczyć i nigdy mnie nie zawiedzie.
-I co zrobisz w sprawie swojej matki?- spytała nagle żłopiąc herbatę
-Powiem jej to. Może uda mi się na wizji, ale jeśli zbraknie mi odwagi, dowie się po programie.
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?
-Najlepszy.
-No dobrze…- odpowiedziała cicho koleżanka

Miałam ochotę położyć się spać po tak męczącym dniu, więc pożegnawszy się z Claire opuściłam ją i poszłam do naszej sypialni. Zastałam tam Sophie, leżącą na łóżku i czytającą jakąś książkę o księżniczkach.
-Chciałabym być księżniczką. Mają cudowne życie.- szepnęła
-Jesteś księżniczką. Naszą księżniczką.- powiedziałam to i przytuliłam ją mocno
- Nie- usiadła na skraju łóżka- Rodzice księżniczek, król i królowa, ich nie zostawiają. Moi rodzice to nie byli król i królowa…
-Ale ważne, że tutaj jest ci dobrze. Jeśli jesteś szczęśliwą dziewczynką, możesz czuć się jak księżniczka. I wtedy inni również będą cię tak traktowali, Sophie. Dla mnie jesteś najprawdziwszą księżniczką.
-Dzięki, Rebecca. Jest mi tu dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ale bez ciebie było by gorzej…
-Nie martw się. Wiesz, że kocham cię jak własną siostrę. Jak tylko przyszłam do domu dziecka ty od razu poczułaś do mnie sympatię. I to z wzajemnością. To ty dałaś mi taki posmak rodziny. Wiesz, ja czułam, jakbym miała młodszą siostrę. I za to wszystko tak cię pokochałam- wyznałam szczerze
-Ja ciebie jeż bardzo kocham. Mam cię za siostrę. Może jestem jeszcze mała, ale już wiem, co to znaczy kochać i być kochanym. I wiem co to znaczy siostrzana miłość – uśmiechnęła się
-No dobrze, księżniczko moja. Nie będę ci przeszkadzać? Chciałam się położyć.
-Nie. I tak zaraz wychodzę z pokoju bo mam rozmowę adopcyjną. – ucieszyła się Sophie
-Rozmowę adopcyjną?- żachnęłam się-Jak to?
Na myśl, że mogłabym stracić dziecko, które traktowałam jak młodszą siostrę, od razu przeszły mi ciarki po plecach.
-Jest takie małżeństwo, które ma już małe dziecko, a więcej dzieci mieć nie może. Jak byli tu na wizycie w domu dziecka to mnie poznali i polubili. I nawet nie chcieli malutkiego dziecka, tylko chcą starać się o mnie. Dzisiaj przychodzą ze mną porozmawiać, chcą się lepiej poznać.
-O… - odparłam zawiedziona
Chciałam, żeby Sophie miała rodzinę. I właściwie moje zachcianki w tej sprawie, że nie chcę jej stracić nie miały w tej sprawie żadnego znaczenia. Nie mogłam stanąć na drodze do jej szczęścia. Życzyłem tej małej mądrości wszystkiego dobrego i miałam nadzieję, że trafi pod dobre skrzydła.
-Ja już idę. Słodkich snów, Rebecca.
Mała wyszła z pokoju. Nagle niekontrolowanie rozpłakałam się. Wszystko zaczyna się walić, czy budować? Żyłam na samych wzlotach i upadkach. Najpierw dostaję rolę w serialu i znajduję przyjaciółkę w Claire, potem spotykam moją od lat niewidzianą biologiczną matkę, następnie znowu podpadam Sienie przez Josha, a na końcu tracę kogoś, kogo miałam za jedyną rodzinę. Moje życie było kompletnie zwariowane.
 

 
Nigdy nawet nie rozmawiałam z żadnym chłopakiem, nie licząc małych chłopczyków z domu dziecka. Nie mogłam mieć jeszcze chłopaka. A nawet nie chciałam chodzić z Joshem. Co prawda w ten sposób mogłabym się na dobre odegrać na Sienie za te lata, kiedy mi tak dogryzała, ale nie w taki sposób. Dla szpanu można przefarbować sobie włosy na kolor tęczy, a nie udawać, że się kocha. I ja nie zamierzałam tego udawać w żadnym wypadku.
-Josh, zastanów się trochę nad sobą. – odparłam zwięźle i ruszyłam przed siebie, aby przejść się po szkolnym korytarzu.
Na angielskim Siena zerkała na mnie złowrogo. Melissa przysłała mi krótki liścik z napisem „Dziewczyno, wkopałaś się. Pogadamy na przerwie. Jeśli uda mi się do ciebie dostać, bo myślę, że będzie kolejka. Wiele osób będzie chciało z Tobą porozmawiać. Główny temat brzmi: Josh Rochester.” Nie zrozumiałam tych słów.
Na przerwie rzeczywiście, kiedy pakowałam swoje książki do szarego, powycieranego już plecaczka szybko podeszła do mnie Siena i jej koleżanki: Tasmin, Meghan i Lydia.
-To dlatego on ze mną zerwał-zaczęła Siena- Dla ciebie, ty wstrętna dziewucho! Jak mogłaś zrobić mi coś takiego? Jak mogłaś odbić mi chłopaka?
Destiny bacznie przyglądała się rozwojowi wydarzeń z bezpiecznej odległości- przeciwnej ławki. Powoli docierało do mnie, że po podsłuchaniu mojej rozmowy z Joshem zdała z niej dokładną relację Sienie.
-Nie wiem o co ci chodzi. Przecież ja nie odpowiadam za czyny Josha. Zerwał bo chciał. A ja nie chcę z nim być i nie poszłam na taki układ- warknęłam szorstko, poczym z uniesioną głową wyszłam w stronę czekającej za drzwiami Melissy.
Przez całą drogę do następnej klasy nie odzywałyśmy się do siebie słowem. Melissa przerwała jednak tę błogą ciszę:
-Dobrze, że się nie zgodziłaś. Choćby z czystej kultury.
-Dzięki. Wiem. Ale nie odmówiłam ze względu na Siene, tylko dlatego, że nic do niego nie czuję. Zrobiłaś zadanie dodatkowe z matematyki? – zmieniłam temat
Po powrocie ze szkoły zjadłam obiad i porozmawiałam z Claire. Opowiedziałam jej o całej sytuacji, a ona stwierdziła, że miałam zakręcony dzień.
  • awatar Coś tam ^^: Uff... dobrze. Miłość musi poczekać..
  • awatar Gość: fajnee
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Miałam mętlik w głowie. Rozmowa z koleżanką ze szkoły otworzyła mi oczy. Dziewczyny z towarzystwa Sieny nie miały takiego wymarzonego życia jak z bajki, jak to sobie wyobrażałam. Miały problemy. Zwykłe, nastoletnie problemy. I dowiedziałam, jak one o mnie myślały. Uważały mnie za radosną, rozpieszczoną i opryskliwą dziewuchę, która nie potrzebuje przyjaciół do szczęścia. Jak widać wszyscy się pomyliliśmy. Świat przekręcił się o 360 stopni. Zrozumiałam, że te idealne dziewczyny też miewają rozterki. A przy tym, rozmawiając z Melissą, przy wątku o moim ojcu zrozumiałam, że chciałabym go zobaczyć, poznać… Kiedy mówiłam, że nie kontaktowałam się z nim od tak wielu lat. Wtedy nagle przyszła mi chęć, aby się z nim skontaktować. W końcu on zostawił nas, w tym również mnie, tylko ze względu na moją mamę. Ta nuta nadziei, że zostawiając nas nie nienawidził mnie, dodawała mi otuchy i zachęcała do dalszego działania.
W niedzielę rano poszłam do kościoła, a potem cały dzień spędziłam sprzątając w domu dziecka, iż wczoraj nie znalazłam na to czasu.
W poniedziałek rano śniadanie już na mnie czekało. Zjadłam ciepłą mleczną kaszkę i ruszyłam piechotą w stronę szkoły. W drodze towarzyszyła mi Mary, jedenastolatka, która nie chciała tego dnia jechać autobusem do swojej podstawówki, tylko przejść się ze mną. Opiekunki pozwoliły jej na to ze względu iż jej szkoła mieści się tylko dwie przecznice od mojej, ale musiałam obiecać, że grzecznie odprowadzę ją pod same drzwi klasy.
Odprowadziłam ją i szybkim krokiem ruszyłam w stronę mojej szkoły, aby się nie spóźnić. Niestety musiałam zatrzymać się na światłach. Do klasy dotarłam 5 minut po dzwonku i tak jak myślałam, nauczyciel już tam był i wstawił mi spóźnienie, choć zdarzyło mi się to po raz pierwszy. Na lekcji gorączkowo zerkałam w stronę Sieny. Ta zaś maniakalnie obserwowała jednego z chłopaków z naszej klasy, bruneta imieniem Josh. Ten po chwili odwrócił się w jej stronę i niezgrabnie rzucił brzydko złożoną karteczką, która wylądowała na jej ławce. Obserwowałam, jak czytała liścik i natychmiast posmutniała. Spytała nauczyciela historii, czy może wyjść do łazienki i szybko wybiegła z klasy. Wróciła po kwadransie z chusteczką higieniczną w dłoni. Po chwili zadzwonił dzwonek i wokół jej ławki płynnie zebrała się grupka ciekawskich dziewczyn. Sama też podeszłam dość blisko i nasłuchiwałam głosu Sieny.
-Josh zerwał ze mną! Napisał, że do siebie nie pasujemy. Dodał też, że jestem płytka i próżna, a on nie szuka takiej dziewczyny. Że potrzebuje inteligentnej osoby, czy coś takiego. Poza tym zauważyłam, ze kiedy się spotykaliśmy ostatnimi czasy był jakiś nieobecny- rozpłakała się-Myślałam, że to ten jedyny. A on potraktował mnie jak przedmiot.
Wtedy wyszłam z klasy. Zrobiło mi się nieco żal Sieny. Choć byłam, jestem i będę bardzo pamiętliwa było mi przykro z powodu ich zerwania pomimo wszelkich złośliwości ze strony tej dziewczyny skierowanych pod moim adresem. Kiedy poszłam pod następną salę lekcyjną w której za chwilę miałam mieć angielski, pod drzwiami klasy siedział skulony Josh i majstrował coś przy swoim telefonie. Ja siadłam na ławce niedaleko niego i poczęłam przeglądać podręcznik. Kiedy mnie zauważył wstał i usiadł obok mnie.
-Siena mówiła ci o mnie coś złego?- zapytał oschle
-A jak myślisz? Przecież się z nią nie koleguję. Mi nic nie mówiła, ale zwierzała się innym dziewczynom.- odparłam
-Tak myślałem. Wiesz dlaczego z nią zerwałem?- w tym momencie pod klasę przyszła Destiny, dziewczyna, która za wszelką cenę chciała podpasować się Sienie i jej koleżankom i zaprzyjaźnić się z nimi. Nie wiedziała tylko, że bez przerwy jest wykorzystywana. Chodzi im do sklepiku, odrabia nieodrobione lekcje, biega do biblioteki, a często też nosi ich szkolne torby. Usiadła przy swoim plecaku naprzeciw nas i wyjęła swojego laptopa z podręcznej teczki.
-Tak, coś usłyszałam. Bo szukasz kogoś inteligentnego.
-Tak, i ty taka jesteś. I chcę spytać, czy nie zostałabyś moją dziewczyną?- spytał nieśmiało Josh, a Destiny natychmiast spojrzała na nas badawczo. Widać było, że podsłuchiwała całą tę rozmowę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Po niedługim czasie usłyszałyśmy stłumione pukanie do drzwi. Słyszałam, jak nasza opiekunka Margarett otwiera i chwilę potem do naszego pokoju wbiegła zdyszana Melissa.
-Cześć. Spieszyłam się. O co chodzi?- spytała zaciekawiona
-Hej. Najpierw chciałam poznać cię z moimi współlokatorkami. To jest Brenda, to Elizabeth, a to Sophie. – przedstawiłam je
- Śliczne te dziewczynki. Miło mi was poznać. Jestem Melissa.
-Ceść, Melisa. – powiedziała Elizabeth – ces zobacyć moją lalecke? Mam ją bardzo długo, dostaam jak tylko mama mie oddala. Ces?
- Pewnie, pokaż. – odpowiedziała rozentuzjazmowana Melissa.- Zawsze chciałam mieć rodzeństwo, ale niestety nie mam – zwróciła się do mnie- Nawet nie wiesz jak tu u was jest miło.
Sekundę potem przybiegła Beth już ze swoją lalką, postarzaną, brudną i powycieraną już Barbie.
-Kosiam ją. – dodała.
-Jesteś naprawdę cudna, Elizabeth- powiedziała Melissa- Ta laleczka jest świetna. To taka pamiątka z twojego dzieciństwa, kochanie. Sama chciałabym mieć coś takiego, wiesz? Jesteś urocza.
- ty tes. – powiedziała małą, poczym Melissa ją przytuliła.
Po zabawie z dziewczynkami ja i Melissa poszłyśmy na krótki spacerek do parku niedaleko domu dziecka. Usiadłyśmy na jednej z ławek, kiedy Melissa odrzekła:
-Ale ty masz życie. Tyle kochanych dzieci dokoła, jesteś ładną dziewczyną, robisz karierę. Nie wyobrażasz sobie, jak ci zazdroszczę. Ja zawsze wokół siebie miałam fałszywych przyjaciół i nigdy nie wiedziałam, jak to jest mieć młodszą siostrę. Elizabeth mogłabym od razu pokochać!
- Naprawdę tak uważasz?- bardzo zdziwiły mnie jej słowa, zwłaszcza te dotyczące mojego życia- Moje życie nie jest wcale takie kolorowe. Ja w ogóle nie miałam przyjaciół. Byłam bardzo, naprawdę bardzo samotna… Dzieci są w porządku, ale nie zastąpią ci prawdziwej rodziny, której też nigdy nie posiadałam. Moja mama zajmowała się wciąż tylko pracą i pracą. I między innymi dlatego tata ją zostawił, kiedy miałam 4 latka. Nie wiedziałam co się z nim dzieje. Od tamtej pory nie miałam z nim żadnego kontaktu, mama też o nim nie mówiła. W końcu zrozumiała, że jestem dla niej tylko zbędnym ciężarem. Szkoda, że tak późno, bo w tym wieku zdążyłam się już do niej bardzo przywiązać. Miałam do niej wielki żal, że mnie oddała. Nawet napawałam się jeszcze na początku nadzieją, że wróci i mnie zabierze znowu do siebie. Ale to szybko przeszło kiedy w końcu dotarło do mnie, gdzie jestem. I zaczęłam się przyzwyczajać. Nigdy nie wybaczyłam jej tego, że mnie zostawiła. Nie wiem nawet, czy potrafiłabym jej to wybaczyć.
- Przepraszam… Miałam zupełnie inny obraz na twoje życie. Myślę, że wszystkie dziewczyny taki mają. Myliłam się. Uważałam, że jesteś naprawdę szczęśliwa, a nas olewasz, bo nie potrzebujesz znajomych. Na początku wydawałaś się trochę inna, więc podpadłaś Sienie i nastawiła wszystkich przeciw tobie. Ale nikt nie myślał, że możesz być samotna i nieszczęśliwa. Jeszcze raz cię za to przepraszam. Nie znałam cię i nie powinnam była oceniać. A teraz może zmieńmy już temat. Jaki miałaś problem?
I opowiedziałam jej o wszystkim. Ona również na początku nie uznała powiedzenia mojej mamie, że jestem jej córką najlepszym pomysłem, ale odparła, że może mi pomóc.
-Musisz ją o tym poinformować wprost. Nie wyrażaj przy tym żadnych uczuć. Powiedz szybko o co chodzi i odejdź z podniesioną głową. Nie możesz pokazać, jak bardzo cię tym zraniła. Po programie spytaj ją po prostu, czy cię nie pamięta. Możesz dodać, że nie wiedziałaś, że tak łatwo można zapomnieć, jak wygląda własne dziecko. Ale lepiej by było, gdybyś powiedziała jej o tym na wizji, wiesz?- doradzała Melissa
-Nie miałabym wystarczająco odwagi..- zasmuciłam się
- Spróbujesz chociaż? Jeśli będziesz na to gotowa, to powiesz. Jeśli nie, porozmawiasz z nią później w cztery oczy. Co ty na to?
- Dobrze. Dziękuję, Melisso. Co ja bym bez ciebie zrobiła…- rzekłam.
-A nie ma za co. Zawsze możesz na mnie liczyć. A teraz przepraszam cię, ale muszę lecieć. Mam lekcje do odrobienia, a potem umówiłam się z mamą, że zjemy obiad w restauracji.
Nagle posmutniałam.
-Och, przepraszam- Melissa zawstydziła się- Może chciałabyś zjeść go z nami?
-Nie, nie będę wam przeszkadzać. Ale dziękuję- odparłam szybko.
Pożegnawszy się z Melissą, wróciłam do domu powolnym spacerkiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Jak to możliwe, że ona mnie nie poznała? – dopytywałam się- Nie poznać swojej własnej, rodzonej córki?
-Może cię poznała, tylko chce stłamsić wszystkie wspomnienia i nie daje tego po sobie poznać.
- Słuchaj, przeżyłam z nią naprawdę długi czas kiedy byłam mała i umiałabym stwierdzić, że mnie poznała gdyby tak było. – odparłam spazmatycznie
-Daj spokój. Wystąpisz w tym jej programie i wasze drogi się rozejdą- doradziła Claire
-Ale ja tego tak nie zostawię. Ona musi się dowiedzieć, że jej córka, ta którą miała za nieudacznika, naprawdę dobrze sobie radzi w tej branży, którą ona mi odradzała. I musi wiedzieć, że to właśnie swojej córce pogratulowała talentu. I to właśnie swoją córkę zaprosiła do występu w jej programie. Mam ochotę powiedzieć to na wizji, ale nie jestem na tyle śmiała. Porozmawiam z nią potem. Powiem jej to. Chcę wiedzieć, jak zareaguje.
-Nie jestem pewna, czy to dobry pomysł. Zastanów się jeszcze, a ja na pewno poprę twoją przemyślaną decyzję- doradziła przyjaciółka.
Wróciłam do domu dziecka pełna obaw. Mam jej o tym powiedzieć, czy też nie? I jeśli tak to jak? Nie podejdę i nie powiem :„Cześć mamo. To ja, twoja córka Rebecca. Ta, którą oddałaś do domu dziecka, pamiętasz? Miło cię znowu widzieć. Jak widać będziemy współpracować.”
Miałam nadzieję, że kiedy stanę z nią twarzą w twarz słowa same przyjdą na usta.
Musiałam z kimś porozmawiać. Ale z Claire przecież spędziłam już tyle czasu tego dnia i przed chwilą się rozstałyśmy. Niegrzecznie byłoby znowu zawracać jej głowę. Na myśl przyszła mi tylko… Melissa. I ona wiedziałaby co mi doradzić, bo kiedyś była najlepszą przyjaciółką Sieny, więc musi mieć gadane. Podeszłam do telefonu stacjonarnego i zawahałam się chwilę.
Kiedyś miałam własną komórkę, jak jeszcze mieszkałam z mamą. Ale gdy mnie oddała telefon zabrała ze sobą, żebym nigdy nie dzwoniła do niej nadaremnie. Teraz w całym budynku był tylko jeden telefon- stacjonarny. Korzystać mogli z niego wszyscy lecz tak naprawdę nikt stąd nie miał dokąd i po co dzwonić. Najczęściej używano go, aby zadzwonić do właścicieli domu dziecka, że znowu nie ma prądu i tym podobne. Numer Melissy znałam, iż kiedyś rozdawała go wszystkim uczniom dookoła.
-Halo? -odebrała
-Melissa? Tu Rebecca. Nie przeszkadzam? – zaczęłam
-Nie, skąd. – odparła koleżanka ciepło
- Mam prośbę. Mogłabyś do mnie wpaść? Mam pewien problem..
-Dobrze, o której mam być?
-Jak najszybciej.
-Nie ma problemu. Daj mi pół godziny !
I rozłączyła się.
Poszłam do pokoju w którym ja spałam i zastałam tam dziewczynki, które ze mną tu współmieszkały.
-Co tam? Jesteś już gwiazdą, Rebecca? – spytała uśmiechnięta dziewięcioletnia Sophie
-Nigdy nie byłam, nie jestem i nie będę gwiazdą. Na zawsze pozostanę waszą Rebeccą, Sophie.
Dziewczynki wyraźnie się ucieszyły. Po krótkiej ciszy Brenda powiedziała:
-Bałyśmy się, że nas zostawisz i wyjedziesz z domu dziecka- ujrzałam błysk w jej niebieskich oczach
-Nie żartujcie, dziewczynki. Nie zostawiłabym was nigdy! Przecież dobrze o tym wiecie.
- To dobze. – wtrąciła się sześcioletnia Elizabeth, sepleniąc.
-Za chwilę przyjdzie do mnie koleżanka. Ma na imię Melissa. Chciałybyście ją poznać?- zaproponowałam
-Chętnie- powiedziała Brenda
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Powiedziałam to Claire, a tej również odebrało mowę. Jednak po krótkiej chwili odparła, że musimy tam podejść, w końcu czeka na nas oraz i tak już nas zauważyła, więc nie możemy zawrócić. Podeszłyśmy powoli. Mama na powitanie obu nam uścisnęła dłonie i miło poprosiła, abyśmy usiadły. Siedząc z nią na ławce myślałam tylko o tym, czy mnie poznała. Po jej zachowaniu wyraźnie widać było, że nie. Jak widać uznała, że dziewczyna z którą właśnie rozmawia ma takie samo imię i nazwisko jak jej biologiczna córka przez zwykły przypadek. W głowie plątała mi się również myśl, że mama ożeniła się z kimś, skoro ma inne nazwisko.
- Rebecco, jesteś wschodzącą gwiazdą. Serdecznie gratuluję Ci twojego serialu „Walka pokoleń”. Potrafisz doskonale wcielić się w postać Alexis. Obserwowałam dokonania serialu i uważam, iż zdecydowanie masz ogromny talent. Nie byłam pewna, czy na tym etapie mogę już zaprosić się do występu w moim programie, czy to nie będzie dla ciebie za dużo, czy znajdziesz na to czas. Ale mąż utwierdził mnie w przekonaniu, że powinno zobaczyć cię więcej osób i powinno oglądać cię częściej. Tak więc chciałabym zaproponować ci udział w moim programie w następną sobotę. Co ty na to? – mama jak widać nie poznała mnie. Jak również wyjawiła, że ma męża. Nie wierzyłam, że ponownie się ożeniła. I że znalazła na to czas…
Nie chciałam się zgadzać, jednak przypomniało mi się, co mówił producent.
- Nawet nie wyobraża sobie pani, jak bardzo się cieszę z tej propozycji. Zdecydowanie jestem za. – wyrecytowałam z pamięci tekst, jaki polecił mi powiedzieć menadżer producenta.
- To świetnie! – ucieszyła się prezenterka- Muszę cię poinformować, że mój program emitowany jest na żywo i że tak powiem „na spontanie”. Oznacza to, że nie poznasz pytań, jakie się pojawią. Podamy ci tylko temat główny, to o co głównie będziesz pytana i kilka tematów pobocznych, o jakie będziemy mogli zahaczyć przeprowadzając z tobą wywiad. Wyślę ci je mejlem. Możesz przewidzieć niektóre pytania i jako tako przygotować sobie twoje odpowiedzi i wypowiedzi ogólne. Wiem, że to twój pierwszy taki występ, a musisz pamiętać, że w takim programie o wpadkę nietrudno. Życzę ci powodzenia, jutro poprzez drogę mejlową otrzymasz tematy i szczegółową godzinę, o której masz się pojawić na naszym planie. Występ będzie w sobotę, do jednego z najlepszych hoteli w Nowym Jorku przyjedziesz już w piątek. Ponoć nie masz jeszcze menadżera, tak więc radzę ci się o niego starać. Do hotelu przyjedziesz z jednym z reżyserów i serialową stylistką, ale z doświadczenia ci powiem, że musisz poszukać też własnej ekipy, iż ta nie zawsze będzie ci towarzyszyć. Więc bardzo dziękuję i do zobaczenia za tydzień, Rebecco. – mama powiedziawszy to, pożegnała się z nami i poszła w swoją stronę.
W drodze powrotnej nie przestawałam zwierzać się Claire z moich obaw.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
- Przepraszam, że cię tak nachodzę, Rebecca. – zaczęła Siena- Po prostu przechodziłam niedaleko i pomyślałam, że wpadnę na chwilę.
- Nic nie szkodzi, nie nachodzisz mnie. Przyznam, nieco zdziwiła mnie twoja wizyta, ale jak już jesteś, to miło, że wpadłaś. – odparłam spokojnie
-Mówię to z goryczą i naprawdę niechętnie, ale muszę ci pogratulować. Odwaliłaś kawał dobrej roboty z tymi odcinkami, dziewucho.
-Dziękuję.
- Nie ma za co. Szczerze, nie spodziewałam się, że wygryzie mnie taki wyrzutek.
- Tak, ja też nie.- roześmiałam się.
- Masz jakieś plany na dzisiaj?
- Tak. Po południu mam spotkać się z prezenterką telewizyjną, panią Jordan. Chciała umówić się na spotkanie. Producent „Walki pokoleń” uważa, że chce mnie zaprosić do swojego programu, ale zobaczymy. Jednak jeśli tak, powiedział, abym przyjęła tę jakże korzystną propozycję.
- No, wyrobiłaś się- uśmiechnęła się Siena- Trzymam kciuki. Dobra, może nie będę ci dłużej zawracać głowy. Jakoś teraz dziewczyny powyjeżdżały na wakacje, a reszta moich znajomych śpi do południa, potem spotyka się z ludźmi a wieczorami baluje. Tylko ja obudziłam się dziś dosyć wcześnie i właściwie nie miałam co robić. Wyszłam i przechodząc tutaj przypomniałam sobie, że to w tym domu dziecka mieszkasz. Podobno macie tu ostry rygor, więc pomyślałam, że ty też rano wstałaś na śniadanie i tak mi wpadło do głowy, że zapukam. Ale już będę leciała, to cześć.
- Dzięki, że przyszłaś. Pa.
Odprowadziłam Siene do drzwi i poszłam do pokoju się przebrać. Kilka minut potem przyszła Claire i wbiegła do mojego pokoju.
- Pokaż mi się tu, księżniczko! -krzyknęła – No, sukienkę masz piękną.
-Dziękuję – odparłam z promiennym uśmiechem
- Nie ma za co. Idziemy?
Pożegnałyśmy się z dziećmi i opiekunkami, poczym szybkim krokiem ruszyłyśmy w stronę parku, w którym miałyśmy spotkać się z panią Jordan. Wchodząc do niego, zauważyłyśmy, że ta już siedzi na jednej z ławek i czeka na nas. Odwróciła się w naszą stronę i uśmiechnięta pomachała nam. Zobaczywszy jej twarz, znieruchomiałam. Od razu poznałam te rysy twarzy, te zielone połyskujące oczy, ten szeroki uśmiech. Przecież ja sama miałam go po niej. To była moja matka.
  • awatar Coś tam ^^: Przewidziałam to.. marnotrawna matka. Uroczo. Przypomina jej się o córce , bo ta osiąga jakiś sukces. Mam nadzieję że twoja bohaterka nie będzie zbyt zaślepiona.
  • awatar I Love - Justin Bieber: super - nie spodziewałam się tego
  • awatar Mysialala .! <33 ;*: ja również byłam pewna że to będzie jej mama ;) alee to bardzo dobrzee ciekawie będzie :D pisz dalej mam nadzieję że będzie również ciekawie : P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
9 część opowiadania będzie pod wieczór. Jeśli ktoś chcę popisać lub dowiedzieć się czegoś związanego z opowiadaniem można pisać tu w wiadomościach lub mejle na adres kasiix.15@gmail.com
Jeśli tutaj Wam się podoba zapraszam też na mojego blogspota http://directionmood.blogspot.com/ : )
Uwielbiam Was wszystkich
 

 
W dniu wyjazdu, w prywatnym samolocie, producent poinformował mnie, że następnego dnia będzie chciała się ze mną słynna prezenterka telewizyjna. Podejrzewał, że chce zaprosić mnie na rozmowę do swojego programu. Pierwszej chwili się bardzo ucieszyłam. Potem przez głowę przepłynęła mi myśl, że to może moja matka. Lecz gdy producent, pan Finkle, powiedział nazwisko niejakiej Arletty Christiny Jordan, wiedziałam już, że to nie może być ona. Co prawda imię ma takie samo, ale to musiał być przypadek, skoro nazwisko się nie zgadzało. Poza tym nigdy nikt mi nie powiedział, że mama miałaby drugie imię Christina, więc zapewne go nie miała.
Po długim locie natychmiast przywitałam się ze wszystkimi z domu dziecka. Dla każdego miałam drobny upominek w postaci figurki, szkatułki, bądź maskotki dla najmłodszych. Tylko dla małżeństwa, właścicielów domu dziecka przywiozłam piękna ramkę na zdjęcia z ł krajobrazem hawajskim. Wszyscy serdecznie podziękowali i ucieszyli się na mój powrót do domu.
Melissa zadzwoniła do mnie po południu i poprosiła o spotkanie mówiąc, że wiedziała, że dziś wracam i chciała się przywitać. Zgodziłam się i przyszła po mnie dwie godziny potem. Opowiedziałam jej jak było na Hawajach i o tym, że jutro mam się spotkać z tą prezenterką. Niestety niedługo potem musiałam iść, ponieważ chciałam jeszcze zajść po drodze do starego i taniego butiku, aby kupić coś na następny dzień. Melissa zaproponowała, że pójdzie ze mną i wybrałyśmy dla mnie ładną żółtą sukienkę. Koleżanka odprowadziła mnie do domu.
- Dzięki za spotkanie, wyglądasz naprawdę świetnie. Powodzenia na jutrzejszym spotkaniu-uśmiechnęła-
Podziękowałam jej, poczym weszłam do budynku, a ta poszła w swoja stronę. W środku wszyscy czekali już na mnie z kolacją. Mieliśmy naleśniki z dżemem i serem, a do tego kakao. Dzieciaki dawno nie jadły nic w tym stylu, więc bardzo się cieszyły. Zjadłam i poszłam położyć się spać. Claire ustaliła ze mną, że przyjdzie do domu w samo południe i razem pójdziemy na spotkanie.
Następnego dnia obudziłam się wcześnie rano i wyszłam się przejść. Typowe amerykańskie lato w niczym nie przypominało ciepłego hawajskiego klimatu. Następne odcinki mieliśmy kręcić dopiero od poniedziałku, czyli miałam całą sobotę i niedzielę dla siebie. Ominęło mnie sprzątanie w domu dziecka i coroczne wakacyjne porządki, więc musiałam to nadrobić. Kiedy skończyłam spacerować i wróciłam dzieci już nie spały i pomagały przygotowywać śniadanie. Również się dołączyłam. Okazało się, że właściciele domu dziecka pod moją nieobecność sprawili nam świetny prezent w postaci tostera, więc mogliśmy przygotować tosty z kremem czekoladowym.
Po jedzeniu poszłam do swojego pokoju, położyłam się i zaczęłam czytać książkę. Usłyszałam pukanie do drzwi, więc przysłuchiwałam się, kto to może być. Nie wiedziałam, że dzisiaj ma być jakieś spotkanie w sprawie adopcji, ale na to wyglądało. Po chwili pani Maria zawołała mnie na dół i zaskoczona zbiegłam. W drzwiach stała Siena, co bardzo mnie zdziwiło. Zdezorientowana podeszłam do niej, nigdy nie miałam żadnego gościa. Zaprosiłam ją do pokoju, w którym spałam ja i cztery inne dziewczynki. To był najmniejszy pokoik w całym domu, jednakże pomimo to bardzo przytulny. To w nim się wychowałam, więc wiele dla mnie znaczył.
  • awatar MamyKryzyKryzysKryzys: @księżycowa perła: w dalszych częściach na pewno dialogi pojawią się częściej :D miło, że opowiadanie się podoba :*
  • awatar księżycowa perła: fajne, chociaż jak dla mnie za mało dialogów ;)
  • awatar sh0ut: świetne .: ) + wbijaj częściej . ; d
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
http://directionmood.blogspot.com/ zapraszam również na mojego blogspota
wszystkim serdecznie dziękuję za miłe słowa w komentarzach i czytanie mojego opowiadania
również jestem częstym gościem na waszych blogach i chętnie dodaję was do znajomych, obserwowanych oraz do grupy "Ważne". Do jutra ; **
 

 
Na początku kręcenia serialu czułam się nieco niepewnie. Znałam już cały scenariusz na pamięć, wiedziałam na czym wszystko polega, ale cała ta praca przypominała mi jak występowałam w tym serialu w dzieciństwie. Naturalnie, producent dowiedział się, że już w tym grałam i miał lekkie wątpliwości, ale wszystkie zostały rozwiane jak zaczęliśmy współprace. Potem zaczęłam się przyzwyczajać do zwalniania z ostatnich lekcji w szkole, do bardzo wczesnych pobudek, bardzo późnych pór na spanie i bardzo napiętego grafiku.
Kiedy nasz serial miał wejść na antenę w reklamach została pokazana cała obsada, co było równoznaczne z tym, że Siena dowiedziała się, iż to ja zagram Alexis.
- Jak to możliwe? Ty? Przecież oni chcieli ładną, oryginalną, utalentowaną dziewczynę! A wzięli jakieś dziewuszysko z domu dziecka? Co to ma znaczyć? To jakieś żarty?
- Może Rebecca jest jakoś tam utalentowana…- bąknęła wtedy Tasmin, jedna z przyjaciółek Sieny.
- Utalentowana? - prychnęła – Ja na pewno bardziej! Nie wierzę, po prostu nie wierzę… Im na mózg padło!
Wtedy odeszły i już więcej ze mną nie rozmawiały.
Kiedy „Wojna Pokoleń” zaczęła być emitowana w telewizji, nagle pojawiło się wokół mnie mnóstwo „przyjaciół”. Uważali, że teraz są ze mną za pan brat, bo jesteśmy w jednej szkole lub w jednej dzielnicy. Obcy ludzie mówili mi „cześć” na ulicy i witali się ze mną, pytali co słychać itd. Ale doszłam do wniosku, że takich pseudo przyjaciół mogę mieć w brud i tak naprawdę zaprzyjaźniłam się z Claire, która wspierała mnie od samego początku i nigdy nie była dla mnie niemiła. Może to opiekunka z domu dziecka, ale ona tak naprawdę ma tylko 19 lat a u nas zarabia na utrzymanie mieszkania, które wynajmuje jednocześnie studiując. Postanowiłam, że pomimo tego, iż teraz nawet Siena już mi nie dogryza, nie mam zamiaru się z nimi zadawać. Jedna z koleżanek Sieny, Melissa, nawet odsunęła się trochę od niej aby poznać lepiej mnie. Rzeczywiście, ona nigdy nie powiedziała mi nic złego, po prostu zawsze była koło Sieny. Zgodziłam się więc spotkać z nią od czasu do czasu. Jest dosyć słaba w matematyce i poprosiła mnie o pomoc w nauce. Chętnie się zgodziłam.
Nasz serial począł mieć coraz większą oglądalność i po skończeniu zdjęć do pierwszego sezonu, wiedzieliśmy, że niedługo będzie też drugi. Tymczasem ja skończyłam całą pierwszą liceum z czerwonym paskiem na świadectwie. Druga klasa zapowiadała się znacznie lepiej. W wakacje mieliśmy całą ekipą pojechać na Hawaje, aby tam nakręcić wakacyjne odcinki. Pozwolono mi zabrać ze sobą gościnnie Claire. Ta bardzo się ucieszyła na tę wiadomość.
Na wyspie było fantastycznie. Nigdy nie byłam na prawdziwych wakacjach, a te były odzwierciedleniem wszystkich moich marzeń. Połączenie pracy ze słodkim wypoczywaniem, wylegując się na pięknej plaży nad oceanem. Kiedy nadszedł czas powrotu do BeverlyHills bardzo się zasmuciłam. Jednakże wiedziałam, że czas spędzony tam był czasem udanym i korzystnym. Zarobiłam trochę pieniędzy, nagrałam świetne odcinki wraz z całą obsadą i ekipą, spędziłam czas z moją przyjaciółką i jakby nie było wakacje upłynęły mi w przyjemnej atmosferze na jednej z najpiękniejszych wysp.
 

 
- Mieliśmy problem z wyborem jednej dziewczyny, więc postanowiliśmy przeprowadzić jeszcze jeden casting z udziałem czterech dziewczyn, które zachwyciły nas najbardziej- odparł ciepło reżyser – Chcielibyśmy przesłuchać was wszystkich kolejno jeszcze raz i wtedy zdecydujemy kto znajdzie się w obsadzie naszego serialu. Będziecie mówiły po kolei i tutaj, tak więc każda będzie słyszała, jak gra ta następna. Powodzenia!
- Jako pierwszą poprosimy Alex Milch . – odparła menadżerka
Alex to była ta blondynka. Podeszła do lady i usiadła na jednym z małych pojedynczych fotelików.
- Zacznij od ósmej linijki w scenie piątej. – odrzekł drugi reżyser
- Nie ma problemu- odpowiedziała dziewczyna ze słodkim uśmiechem. Niski mężczyzna z zarostem krzyknął „Akcja!” i kamera została włączona. Alex wyrecytowała swoją rolę z wielkim uczuciem, tak jakby była prawdziwą Alexis. Kiedy skończyła reżyser podziękował jej i zaprosił następną dziewczynę, Cloe.
Śliczna brunetka podeszła w stronę ekipy i również usiadła. Poproszono ja o zarecytowanie drugiego wiersza ze sceny końcowej, z czym świetnie sobie poradziła.
Na końcu była Destiny. Ona także poradziła sobie śpiewająco. Jako ostatnia miałam być przesłuchiwana ja. Reżyser poprosił mnie o odegranie dziesiątek linijki ze sceny szóstej. Postarałam się i tym razem już nie odjęło mi mowy.
Pod koniec reżyserzy podziękowali ciepło nam wszystkim i poprosili, abyśmy dały im kilka minut na naradzenie się. W tym czasie do knajpy wpadła Claire i natychmiast mnie uściskała:
- Wyrwałam się na chwilę z pracy, bo dowiedziałam się, że dzwonili do ciebie z serialu! To jakiś kolejny casting, tak? Jak ci poszło? Przybiegłam najszybciej jak mogłam.
- Dzięki, że jesteś, Claire. Poszło całkiem dobrze, ale nie wiesz nawet jak teraz się stresuję. Nie wiem, kogo wybiorą. Te dziewczyny są takie ładne… I mają prawdziwy talent!
- Daj spokój, tobie też tego nie brak.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć bo ekipa serialu wróciła do nas i była gotowa ogłosić, kto zdobywa rolę. Claire uścisnęła moją dłoń a ja szybko zamknęłam oczy.
- Na początek chcieliśmy bardzo wam podziękować za to, że każda z was tak genialnie odegrała rolę serialowej Alexis. To, że doszłyście tak daleko, to już wielki sukces, bo same wiecie, ile dziewczyn było chętnych do tej roli. Wy cztery jesteście naprawdę bardzo utalentowane aktorsko. Ale niestety do serialu potrzebujemy tylko jednej z was. Jak zapewne wiecie, wygląd każdej obecnej gwiazdy zdaje się być idealny. My poszukujemy wielkiej indywidualności do naszej produkcji. Dziewczyna musi być oryginalna i wyróżniać się spośród tłumu. Lub chociażby wyróżniać się spośród reszty dziewczyn, starających się o rolę. Decyzja nie była łatwa, ale uwzględniając te nasze wymagania, byliśmy w stanie ją podjąć. Każda z was osobno jest również bardzo, bardzo oryginalna i ma talent. Ale taką dziewczynę, która była inna pod względem wyglądu i zachowania od innych, zauważyliśmy od razu. Dodam, że trzem pozostałym dziewczynom życzę powodzenia w drodze aktorskiej i doradzam kontynuowanie rozwijania swojego talentu, bo jest co rozwijać. Nie poddawajcie się, bo jest wiele castingów. A naszą nową Alexis zostaje… - tu zaparło mi dech w piersiach- Rebecca Johnson!
Nie dowierzałam. Claire mocno mnie uściskała i powiedziała :
- A nie mówiłam ? Dziewczyno, wygrałaś!
Reszta dziewczyn uścisnęła dłonie całej ekipie i podziękowały za ciepłe słowa i ciekawą zabawę, po czym wyszły z lokalu. My zaś uzgodniliśmy, że pracę nad serialem zaczynamy już od przyszłego tygodnia. Nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Do tej pory byłam praktycznie nikim, a tu taka niespodzianka. Od zera do bohatera!
  • awatar Coś tam ^^: Aż mi się buzia uśmiechnęła:D
  • awatar MamyKryzyKryzysKryzys: @kedziorel: częśc 7 będzie dzisiaj pod wieczór lub jutro z rana. Dziękuję za miłe komentarze : )
  • awatar Gość: Superrr kiedy bedzie cz.7
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Patrzyłam jak dziewczyny wchodzą do gabinetu przesłuchań pełne entuzjazmu, a wracają ze zrzędzącymi minami. Niektóre dzwoniły wtedy do swoich przyjaciółek, aby się wypłakać. „Ja nie miałabym do kogo zadzwonić” – pomyślałam. Ale ja mogłabym porozmawiać wtedy w realu z Claire. Byłam jej wdzięczna, że zaproponowała , aby pójść ze mną.
Kiedy usłyszałam jak menadżerka woła:
- Rebecca Jonhson!
Nerwy dały się we znaki. Bałam się wejść do pomieszczenia, ale obecność opiekunki z domu dziecka dodawała mi otuchy.
W Sali było biurko, dwóch kamerzystów, menadżerka, stylistka, producent filmu oraz obaj reżyserzy. To oni przeprowadzali casting. Jeden z nich rozkazał, abym usiadła na wolnym stołku przed wszystkimi i dał znak kamerzystom, że mogą zacząć kręcić.
- Powiedz kawałek ze sceny drugiej. Mów tak , jak się nauczyłaś. Możesz zaczynać. Akcja!
Po tych słowach mnie zatkało. Nie pamiętałam, jak zaczynał się mój tekst. Producent powoli otwierał usta i cicho wypowiadał słowo, od jakiego zaczynała się moja rola, aby mi podpowiedzieć, ale ja nic nie pamiętałam. Nie byłam pewna czy to ta scenka. Po chwili jednak otrząsnęłam się i udałam , że to specjalny chwyt. Zaczęłam mówić :
- „Co ty właściwie do mnie masz, siostro? Słuchaj, możesz sobie mieć mnie za jakąś naiwną dziewczynkę, ale ja ci nie uwierzę, że nagle chcesz być moją przyjaciółką! I tak wygram na tym balu i zostanę królową…”
- Dziękuję! – przerwał mi milczący dotąd reżyser. – Nie było źle. Odezwiemy się.
Widać było, że ten tekst ma wyćwiczony na pamięć. Jeśli jednak mówił go każdej dziewczynie to nie rozumiem dlaczego wychodziły takie zawiedzione z Sali, skoro te słowa nie oznaczają nic złego. Ja swoją rolę powiedziałam z uczuciem i byłam z siebie naprawdę bardzo dumna. Wyszłam z gabinetu i zdałam relację Claire. Kiedy kupowała nam mrożoną herbatę przy barku, usłyszałam jak zostaje wywołana następna osoba:
- Siena Bruks!
W restauracji było dosyć tłoczno, więc nie zauważyłam wcześniej Sieny, ale gdy wchodziła do gabinetu nie dało się jej przeoczyć. Była ubrana w krótką spódniczkę i plisowany top. Ona szła na przesłuchanie do serialu czy na imprezę z przyjaciółkami? Przynajmniej byłam pewna, że w tej kwestii wywarłam lepsze wrażenie niż ona.
Do następnego dnia nikt z ekipy serialu się do mnie nie odezwał. Pomyślałam, że rolę wyznaczyli już komuś innemu. W szkole słyszałam , jak Siena opowiadała dziewczynom, co powiedział jej reżyser. Tak jak myślałam, to samo co mnie. Postanowiłam do niej podejść.
- Oni tak mówili każdemu. Ale to nic złego. To nie jest żaden dołujący tekst. – powiedziałam wyluzowana i pewna siebie.
- Czy ty myślisz?- zaczęła zdenerwowana Siena- To jest najstarszy i najgorszy tekst! Przecież „Odezwiemy się” oznacza, że się nie odezwą, a „Nie było źle” znaczy, że nie było też dobrze. A bynajmniej nie było wystarczająco dobrze, żeby cię wzięli. A poza tym skąd wiesz, że mówili to każdej? Też byłaś na castingu? Przecież nawet nie potrafiłabyś się stosownie ubrać!
- Na pewno stosowniej niż ty. – powiedziałam – Chciałam ci przypomnieć, że starałaś się o rolę, a nie szłaś na jakąś prywatkę.
- Co cię właściwie obchodzi mój strój?
- A co ciebie mój?- papugowałam
-Tak.. Ja na pewno prędzej dostałabym te rolę niż ty, Rebecca. Dobra, wiesz nie mam tyle czasu aby go tracić na bezsensowne rozmowy.
I wtedy ona i jej świta poszły.
Po powrocie do domu jedna z opiekunek poinformowała mnie, że w południe był do mnie telefon. Mam spotkać się z reżyserami w knajpce na rogu ulicy, zaraz po powrocie ze szkoły. Szybko zjadłam obiad i szczęśliwa ruszyłam w stronę kawiarenki. Na miejscu oprócz mnie i ekipy, która towarzyszyła wtedy reżyserom były jeszcze trzy inne dziewczyny. Jedna miała długie blond włosy i czekoladową karnację. Druga była ruda, a na jej twarzy było multum piegów, trzecia zaś była brunetką o ciemnoniebieskich oczach. Bardzo się od siebie różniły pod względem wyglądu, ale każda z nich była bardzo ładna.
  • awatar Coś tam ^^: Hmm... dodaj mnie do znajomych, skomentuj mój wpisik... och ach , ale ciekawe ale wejdź do mnie dobrze? Nie męczy cię to?To stado głupich debilek nawet nie próbuje czytać tego co piszesz. Polega o na tym co widzisz... - skomentuje tobie ale dodaj mnie do znajomych plisss. Nie jest złym że ludzie podziwiają to co piszesz. Po prostu mam nadzieje że nie jesteś taka pusta jak one. Inaczej twój talent szlak trafi.
  • awatar szimiszimi ludziu :3: Fajneee ;* dodaj koma do mojego najnowszego wpisu ;***
  • awatar ώÿвαсʐ αlε вęḋę сï ṃóώïć ṡќαɾвïε: Ciekawe to...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
- Przepraszam, czy mógłbyś mi pomóc ? – zapytałam chłopaka który siedział przy stoliku obok komputera, z którego korzystałam
Ten zaś tylko uśmiechnął się do mnie drwiąco, poczym wstał i wyszedł z czytelni. Podeszłam do jednej z bibliotekarek i ją poprosiłam o pomoc. Ponieważ ona również nie wiedziała jaką stronę konkretnie mam na myśli, weszła w historię komputera i znalazła to, czego szukałam. Włączyła mi to o co prosiłam i odeszła. Zarejestrowałam się i postępowałam zgodnie z instrukcją, wyświetlaną na ekranie, a w efekcie moje zgłoszenie zostało przyjęte. Szczęśliwa wyłączyłam komputer i dosiadłam się do odrabiającej pracę domową z matematyki dziewczyny. Ta spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Chwilę potem jej wzrok zmienił się na kpiący i przesiadła się do sąsiedniego stolika. Ja zaś wyjęłam ulubioną książkę z plecaka i zaczęłam czytać.

Po powrocie do domu oznajmiłam opiekunce, że w sobotę chcę wyjść na przesłuchanie. Nie miała nic przeciwko, gdyż uważa że jestem wystarczająco duża, abym mogła sama wyjść z domu dziecka. Ucieszyłam się i poszłam po dziewczynki, ponieważ zaraz miał być obiad. W pokoju zabaw opowiedziałam dzieciom jakie mam plany na weekend, a one odparły, że będą mnie wspierać i że trzymają kciuki, abym zdobyła tę rolę.
Gdy wróciłam ze szkoły w piątek nie mogłam doczekać się następnego dnia. Chciałam, ażeby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Wtedy w szkole przeczytałam kawałek scenariusza, jaki powinna nauczyć się kandydatka do roli Alexis. Nie wiedziałam, w co mogę ubrać się na tak ważną okazję, ale jedna z naszych opiekunek specjalnie uprała mi i uprasowała najładniejszą jaką mam lawendową sukienkę i pożyczyła mi swoje czarne sandałki. To był najelegantszy strój jaki kiedykolwiek miałam na sobie. Czułam się jak Kopciuszek już jako księżniczka.
W sobotę obudziłam się skoro świt i poszłam pomóc w przygotowywaniu śniadania dla wszystkich. Dzieci wstawały o 8.00 a potem mieliśmy wziąć się za sprzątanie. Casting nie zwalniał mnie z codziennych obowiązków, ale z pomocą innych szybko się z nimi uwinęłam. Claire, opiekunka która pożyczyła mi te sandałki, uczesała mnie w ładnego koka.
- Wyglądasz pięknie, Rebecco. – powiedziała
Serdecznie jej za to podziękowałam. Zaproponowała, że może towarzyszyć mi podczas przesłuchania, ponieważ jej warta w domu dziecka dobiegła już końca a nie ma innych planów na popołudnie. Zgodziłam się z promiennym uśmiechem i razem poszłyśmy piechotą do restauracji, w której miał się odbywać casting.
W lokalu było bardzo wiele dziewczyn chętnych do tej roli. Począwszy od niebieskookich blondynek, przez ładne rudowłose dziewczyny i zielonookie szatynki do ciemnookich brunetek. Do wyboru do koloru. Nie wiedziałam jak zareagują na najgorzej ubraną w towarzystwie ciemnowłosą piętnastolatkę. Zżerała mnie trema i już chciałam się wycofać, ale Claire odparła:
- Przecież nie masz nic do stracenia.
I miała rację. Jej obecność była dla mnie wielkim wsparciem, bo sama na pewno bym stchórzyła.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pewnego dnia w szkole przypadkiem usłyszałam, że jest przesłuchanie do jakiegoś nowego serialu i poszukują dziewczyn w wieku 13-16 lat. Wszystkie dziewczyny z klasy o tym rozmawiały, więc miałam okazję , aby dowiedzieć się więcej. Zaciekawiło mnie, co to może być za produkcja więc podeszłam do Sieny, klasowej idolki.
- Eee.. Cześć . – zaczęłam.- Usłyszałam, że chcecie iść na jakiś casting. Co to za serial?
- A właściwie co cię to interesuje ? Ty na pewno się nie nadasz. Nawet nie potrafisz się ubrać, pogadać, a co dopiero wystąpić w jakiejkolwiek telewizji. Żartujesz sobie w ogóle? Ale jeśli chcesz wiedzieć, to nosi tytuł „Wojna pokoleń”. Kiedyś szukali do tego małolaty, ale coś nie wyszło w kręceniu scenek, więc teraz chcą trochę starszą dziewczynę. – Siena cały czas sobie ze mnie żartowała
Ale bynajmniej dowiedziałam się, co to za film. Tytuł zabrzmiał mi znajomo, więc ruszyłam w stronę biblioteki, aby skorzystać z Internetu, iż u nas w domu dziecka nie ma komputera. W wynikach wyszukiwania były zdjęcia z poprzednich odcinków i znalazły się tam też moje zdjęcia z dzieciństwa. Było moje zdjęcie z mamą, ja w makijażu, ja podczas kręcenia którejś scenki. Wyczytałam, że moja biologiczna mama nie ma już nic wspólnego z tą produkcją oraz że robi jakąś karierę na Manhattanie, ponoć jako jakaś prezenterka. Jednakże będąc małą dziewczynką przekonałam się, że mama zawsze śledzi losy firm z którymi kiedyś współpracowała. Coś mnie pchnęło aby pójść na to przesłuchanie. Zrobiłam to chyba tylko dlatego, że chciałam pokazać się na ekranie, ażeby moja matka zobaczyła mnie tam i chciała znowu się mną zaopiekować. Na stronce internetowej na której byłam podana była data castingu, więc postanowiłam tam zajrzeć.
Nie mogłam doczekać się weekendu. Przesłuchanie miało odbyć się w sobotę, a był dopiero wtorek. I pomimo to, że ludzie wyśmiewali mnie obelgami na temat mojego beztalencia, ja czułam się jak gwiazda. Czułam się tak dlatego, że miałam wystarczającą ilość odwagi, aby pójść tam w sobotę i pokazać, na co mnie stać. Następnego dnia chciałam znowu w bibliotece wejść na ową stronkę, aby zapisać swoje zgłoszenie. Kiedy włączyłam wyszukiwarkę nie wiedziałam co mam wpisać, iż nie znałam się na tyle dobrze na komputerach a wczoraj trafiłam na to zupełnie przypadkiem.
 

 
W moim domu dziecka nie ma żadnej osoby, z którą mogłabym normalnie porozmawiać. Jestem tam najstarsza, poza mną inne dzieci mają po 2,3,4,5,6,7,8,9,10 i 11 lat.
Będąc w szkole żyję powrotem do domu. Będąc w domu dziecka żyję już wieczorem. A wieczorem żyję czytając którąś z książek, jakie znajdują się na wspólnej dla wszystkich szafce nocnej. Gdy wstanę rano pierwszą rzeczą jaką robię jest pościelenie mojego łóżka. Potem ubieram się w rzecz, jaka akurat jest dla mnie naszykowana przez nasze opiekunki. Wszystkie dzieci z naszego domu mają wspólne ciuchy, a ponieważ ja jestem najstarsza trudno jest znaleźć dla mnie cokolwiek. Zazwyczaj w jednym stroju chodzę 3,4 dni z rzędu. Pracowników domu dziecka nie stać na zapewnieniu każdemu osobno nowych ubrań. Kiedy włożę na siebie jako takie odzianie, schodzę do stołówki na śniadanie. Najczęściej są to kanapki z szynką lub twarogiem. Potem przyjeżdża po mnie autobus i jadę do szkoły. Po powrocie czeka na mnie obiad, często jest to kotlet i kartofle, bądź fasolka po bretońsku. Nie mamy jakichś wykwintnych potraw, ale też nie głodujemy. Następnie idę odrobić lekcję, poczym czeka na mnie podwieczorek w postaci jakiegoś owocu. W weekendy dostajemy dodatkowo też małe soczki. Wesołe twarze dzieci sprawiają, że aż się robi ciepło na sercu. Później idę się pouczyć lub oglądam telewizję w naszym „pokoju zabaw”. Znajduje się w nim stary telewizorek, radio, klocki, puszysty dywan, dosyć stara sofa i figurki jakichś lalek. Na kolację mamy płatki kukurydziane, pierogi, placki lub kluski z serem. Zależy od dnia tygodnia. I tak mniej więcej wygląda każdy mój dzień. Mamy w całym domu tylko jedną łazienkę, więc wieczorem ustawiamy się w długą kolejkę.
Kiedy jakaś para ma przyjść, aby poznać dziecko, jakie chciałaby zaadoptować, reszta musi zadbać o porządek w domu. Zresztą musimy w nim sprzątać co najmniej raz w tygodniu. Cały budynek mieści w sobie 7 pokoi, kuchnię, stołówkę, łazienkę i korytarz. Wszyscy tu jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Właściwie to tutejsze dzieci traktuję jak rodzinę, której tak naprawdę nigdy nie miałam. Kocham ich i bez nich nie miałabym już kompletnie nikogo. Jakbym już nie była wystarczająco samotną piętnastolatką.
 

 
Czasami zastanawiam się, jak to jest być popularną. Należeć do grona ludzi, którzy są lubiani przez wszystkich pomimo swoich wad. Wystarczy, że dobrze wyglądają. Ja też kiedyś byłam lubiana. Lubiana przez wszystkich. Dopóki nie dowiedziałam się, że jestem inna. Wtedy także zaczęłam się czuć inna. I poczęłam tak samo być traktowana przez ludzi. Jako „ta inna”. Teraz właściwie nie mam przyjaciół. Nie mam znajomych. To ja sama muszę tłumić w sobie uczucia i wszystkie emocje. Tylko na sobie mogę polegać. Bo tak naprawdę w tych trudnych chwilach nie tyle co nie mogę się nikomu zwierzać. Nawet gdybym mogła nie miałabym komu.
Nazywam się Rebecca. Mam 15 lat i uczęszczam do jednej ze szkół w BeverlyHills. Ludzie by powiedzieli, że przecież młoda, mieszka w Los Angeles- to życie musi mieć idealne ! W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Nie wiem co to znaczy idealne życie. Nie wiem , co to znaczy prawdziwe dzieciństwo. Nie wiem, co to znaczy kochająca się rodzina. Nie wiem, co to znaczy przyjaźń. Wielu rzeczy nie wiem. Nie mam skąd wiedzieć, nigdy tego nie miałam, nie mogłam zaznać. Moi rodzice rozstali się jak miałam 4 lata, tata miał dosyć mamy, która wolała skupić się na karierze niż zwracać uwagę na męża. Pomimo to wychowywała mnie sama przez niespełna 8 lat. Jakoś łączyła prace domowe ze swoją pracą, którą tak kochała. Jeżeli to co ona robiła w domu można nazwać „pracami domowymi”. Nie miałam stałego miejsca zamieszkania, mama robiła karierę w biznesie, więc często się przeprowadzaliśmy. Cały czas miałam zmieniane nianie, w życiu miałam ich ok. siedemnastu. Nigdy do niczego nie byłam przywiązana. Mama często mi powtarzała, że pieniądze są w życiu najważniejsze, więc zaczęłam brać takiego przekonania. Ale dopiero niedawno tak naprawdę zrozumiałam, że są inne wartości w życiu. Kiedy skończyłam 10 lat zorientowałam się, że sama też mogę spróbować swoich sił w show-bisnesie . Mama zabrała mnie wtedy na casting do jakiegoś serialu, bo szukali młodej dziewczynki. Mówiła, że świetnie się nadaje i że dużo na tym zarobimy. Kiedy dostałam rolę i zaczęliśmy kręcić pierwsze odcinki szło naprawdę dobrze. Jednakże po jakimś pół roku zdjęli nas z anteny. Pamiętam, że wtedy mama powiedziała, że to nie jest zawód dla mnie i że skoro w tak małej produkcji nie udało mi się nic osiągnąć, to aktorstwo nie jest moim powołaniem. I poprzestałam z szukaniem swojego miejsca na świecie. Trzy miesiące potem mojej mamie trafiła się bardzo korzystna propozycja. Chciała ją przyjąć, ale ja byłabym dla niej tylko dodatkowym bagażem. Na pół roku zostawiła mnie pod opieką babci i bardzo się od siebie oddaliłyśmy. Po jakimś czasie przyjechała do nas w odwiedziny i odparła, że jej kariera w końcu zaczyna nabierać tempa. Oznajmiła, że przeprowadza się do Nowego Jorku na stałe i że ma zamiar babcię zabrać ze sobą, bo to jej zawdzięcza cały swój sukces. To przecież ona, kiedy mama była mama, zadbała aby dobrze pokierować talentem córki. Po długim zastanowieniu mama też zdecydowała, że musi oddać mnie do domu dziecka, bo nie jest w stanie zapewnić mi odpowiedniej opieki, gdyż sama będzie zajmowała się tylko pracą. Babcia poparła jej decyzję i po niedługim czasie zostałam oddana.
Jestem tu już trzeci rok i jakieś 2 lata temu naprawdę zrozumiałam, co się ze mną dzieję. Kiedy byłam pod opieką mamy miałam przyjaciół gdziekolwiek się znalazłam, ale to dlatego, że miałam znaną rodzicielkę. W tutejszej szkole nie posiadam znajomych, bo nikt nie chce się zadawać z dziewczyną, która nie ma rodziny. Wątpię nawet, aby ktokolwiek mnie zaadoptował. Ludzie biorą pod swoje skrzydła małe dzieci, bo chcą je jeszcze po swojemu wychować. A takich małych dzieci tu jest wbrud. Ja będę musiała tkwić to aż do pełnoletniości, a potem wyląduję na ulicy.
W szkole dziewczyny traktują mnie jak popychadło. Jestem obiektem ich drwin. Naśmiewają się ze mnie, że mieszkam w Ameryce, a nie mam ani jednej markowej rzeczy. Że nigdy nie miałam chłopaka. Że w życiu nie byłam na żadnym koncercie, ani na żadnej zabawie.
Pewnego dnia nawet zostałam pobita przez szkolną łobuziarę, bo przezywała mnie i postanowiłam podstawić jej nogę na korytarzu. Już wiem, że tak się nie robi. Wylądowałam wtedy u pielęgniarki z podbitym okiem i stworzyłam następny pretekst, aby się ze mnie śmiać.
  • awatar Coś tam ^^: Powiem ci tak. Bardzo mi się podoba to jak piszesz. Jest to ciekawe i nie męczące. Więc zostanę tu na dłużej... Dodam cię także do znajomych aby cię nie zgubić w tłumie...i myślę że powoli , z biegiem kolejnych wpisów jeszcze nie raz zobaczysz mój komentarz. Mam nadzieje że opowiadanie będzie tak fantastyczne jakie daje wrażenie. Pozdrawiam. :D
  • awatar Gość: świetne Postaram się przeczytać 2 cz.
  • awatar It's gotta be you only you ♥: Fajnee . ^^ Dodam do obserwowanych . ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›